To są rzeczy kompletnie bez znaczenia, nie zmieniły mojego podejścia do Mateusza Morawieckiego, nie znalazłem tam niczego, co można by określić jako kompromitujące, pokazujące nieuczciwego człowieka - powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński odnosząc się do ujawnionych ostatnio nagranych rozmów.

Prezes PiS był pytany w środę w Polsat News, czy nie ma żalu do Morawieckiego, że jego nagrane i ujawnione niedawno rozmowy mogą zaszkodzić PiS w kampanii wyborczej.

"Premier Mateusz Morawiecki jest człowiekiem jak każdy inny, czasem sobie tam pogadał w przeszłości. Współpracował z nami od lat (...) bardzo nam pomagał, bardzo pomagał w przygotowaniu programu ekonomicznego i następnie dokonał rzeczy naprawdę wielkich i to nie jako premier, zaczął jako minister finansów. Doprowadził do tego, że uzyskaliśmy środki, które umożliwiają nam zajęcie pierwszego miejsca na świecie, jeżeli chodzi o politykę społeczną" - powiedział prezes PiS.

Dopytywany, czy nagrania na taśmach go nie szokują odparł, że treść nagranych rozmów, to "to są takie sobie pogawędki, które nie mają żadnego znaczenia".

Reklama

"To są rzeczy kompletnie bez znaczenia (...) nie zmieniło mojego podejścia do Mateusza Morawieckiego (...) nie znalazłem tam niczego takiego, co można by określić jako kompromitujące, jako pokazujące człowieka, który jest po prostu nieuczciwy" - powiedział Kaczyński.

Jak dodał, Morawiecki przyczynił się do tego, że dzisiaj sytuacja Polski w różnych aspektach społecznych i gospodarczych jest dużo lepsza.

Na początku października portal Onet opublikował fragmenty rozmowy Morawieckiego m.in. z prezesem PKO BP Zbigniewem Jagiełłą oraz Krzysztofem Kilianem (prezesem PGE) i Bogusławą Matuszewską (zastępczynią Kiliana), w której pojawia się m.in. kwestia zatrudnienia byłego ministra skarbu w rządzie PO-PSL Aleksandra Grada.

W poniedziałek portal Onet.pl opublikował treść nagrania podsłuchanej rozmowy z 2013 r. z restauracji "Sowa i Przyjaciele". Według portalu Morawiecki, ówczesny prezes BZ WBK, uznał dramatyczny wypadek Roberta Kubicy "za zdarzenie pozytywne z punktu widzenia swojego banku". Gdyby bowiem – jak tłumaczy Onet - do wypadku nie doszło, bank prawdopodobnie musiałby zostać sponsorem kierowcy. "Na szczęście złamał rękę, raz, drugi (…) Ja nie chcę, k...a, co roku pięć dych płacić" – cytuje portal słowa obecnego premiera.