W połowie lipca 1958 r. dwie gazety w szwajcarskiej Lucernie zamieszczają drobne ogłoszenie, które nawet przy najlepszych chęciach nie może być nazwane nekrologiem. Rubryka nazywa się zresztą „Zgony”.
Nikt w niej nie informuje „z głębokim żalem” ani nikogo nie opłakuje. Suche fakty: „Konstanty Rokicki, zawód: urzędnik konsularny, obywatel polski, urodzony 1899, Flüelen, kanton Uri, pogrzeb w poniedziałek, 10.00”. Dwa dni później Rokicki zostanie zakopany w sekcji dla ubogich na cmentarzu w Lucernie. Nic nie wskazuje na to, by ktokolwiek był obecny na jego pogrzebie. 20 lat później usypany z ziemi kopiec przestanie istnieć, następnie nagrobki zmienione zostaną w trawnik. Po 60 latach, gdy dziennikarze DGP dowiedzą się, kim był Rokicki, nie będzie po nim śladu.
Dziś wiemy już bardzo dużo o działaniach polskiego konsula w Bernie. Policzono, że w ciągu kilkunastu miesięcy 1942 i 1943 r. sfałszował ok. 1000 paszportów Paragwaju, pozostawiając na każdym swój charakterystyczny, trudny do podrobienia styl pisma. Dokumenty te dla wielu Żydów w gettach w Warszawie i Będzinie oraz w niemieckich obozach koncentracyjnych Vught i Westerbork w okupowanej Holandii okazały się przepustką do życia. Zamiast do obozów zagłady, znaczna część trafiła do podobozów dla internowanych, a niektórzy jeszcze w czasie Zagłady zostali wymienieni na Niemców znajdujących się w rękach aliantów.