Jeśli Trump ma jakiś program poza "dominowaniem w nagłówkach" oraz "dogryzaniem wewnętrznym rywalom", to "nie jest on oczywisty" - ocenia "WSJ" w piątkowym komentarzu redakcyjnym. Według dziennika tak nie jest w przypadku Putina, który przez 18 miesięcy "mierzył wzrokiem amerykańskiego prezydenta" i który w stolicy Finlandii będzie się starał ugrać jak najwięcej mimo "słabszej pozycji".

Trump chce "lepszych relacji" z Rosją, ale "cena będzie wysoka" - pisze "WSJ". Ocenia, że w ciągu 18 lat swoich rządów na Kremlu Putin "przechytrzył dwóch poprzednich prezydentów USA (...)".

Nowojorski dziennik podkreśla kwestię prestiżu i odnotowuje, że priorytetem rosyjskiego przywódcy "zawsze jest umacnianie swojej politycznej pozycji w domu", a poprzez spotkanie "na równych prawach" Trump pozwala mu "wkroczyć na światową arenę, tak jakby Rosja ponownie była globalnym mocarstwem".

Reklama

Według konserwatywnej gazety Putin będzie chciał, by Trump w czasie spotkania w Helsinkach zaprzeczył, iż Rosja ingerowała w amerykańskie wybory w 2016 roku. "Można się spodziewać, że Putin będzie pochlebiał Trumpowi za jego gotowość do zakłócenia globalnych norm" i chciał powtórzenia jego ostatnich komentarzy, że Rosja powinna ponownie dołączyć do G7 - przewiduje "WSJ".

Reklama

Dziennik pisze, że "Putin osiągnął to co chciał wkraczając do Syrii w 2015 roku". Wskazuje, że prezydent tego kraju Baszar el-Asad dalej jest na stanowisku, w Syrii są rosyjskie bazy wojskowe, a Moskwa zastąpiła Waszyngton w roli "głównego pośrednika w regionie". Teraz - czytamy w "WSJ" - rządzący na Kremlu chce "potwierdzić te zyski" i wycofać amerykańskie oddziały ze wschodniej Syrii.

W zamian Putin "może obiecać pomoc USA w powstrzymaniu irańskiej obecności w Syrii", choć nie ma na to gwarancji, zważywszy na wpływy Teheranu w Damaszku - przypuszcza "WSJ". Podkreśla, że władze Rosji wiedzą, iż Trump chce sprowadzić do domu amerykańskie wojska w Syrii.

Jak twierdzi "WSJ", "Putin chce, by Trump zaakceptował aneksję Krymu, być może w zamian za ponowne zobowiązanie wobec procesu mińskiego dla wschodniej Ukrainy (...)". Równocześnie przypomina, że obecny gospodarz Białego Domu obwiniał swojego poprzednika Baracka Obamę za "utratę Krymu". Rosyjski przywódca będzie również próbował uzyskać od prezydenta USA obietnicę wstrzymania dostaw broni dla Kijowa - spekuluje.

Za priorytet Putina na "najbliższą przyszłość" "WSJ" uznaje zniesienie sankcji. "Rosyjski przywódca potrzebuje wzbogacać swoich kumpli", czemu na przeszkodzie stoją amerykańskie oraz europejskie sankcje. Szef rosyjskiego państwa będzie wykorzystywał "niechęć Trumpa do UE", sugerując że może on osiągnąć "niezależne porozumienie dotyczące Ukrainy, Syrii oraz sankcji" - pisze "WSJ". Ocenia, że "Putin wie, iż rządy Włoch, Węgier i Grecji są chwiejne w sprawie sankcji" i chce, by Trump wywołał "więcej niezgody" we Wspólnocie.

Rosyjski przywódca zdaje sobie również sprawę, że silniejsze NATO oznacza "większe ryzyko dla niego w kwestii zaangażowania w zagraniczne awanturnictwo", a długoterminowy cel Moskwy to "osłabienie politycznej woli Zachodu". Putin, były oficer KGB, zrobi więc w Helsinkach "wszystko co w jego mocy", by wykorzystać frustrację Trumpa wobec Europy, którą ten okazał w tym tygodniu na szczycie NATO, "siejąc ziarna przyszłej niezgody" - ocenia "WSJ".

Na poniedziałkowym szczycie w Helsinkach poruszona może być również kwestia rozbrojenia. Według dziennika szpiedzy Putina bez wątpienia przekazali mu, że Trump "chce być znany jako nuklearny mediator". "WSJ" ostrzega, że Putin może próbować to wykorzystać, "oferując nową rundę rozmów, by zredukować amerykański i rosyjski arsenał nuklearny". Problemem jednak pozostaje fakt, że - jak twierdzi Pentagon - Moskwa nie przestrzega dotychczasowych porozumień z Waszyngtonem w kwestii traktatów zbrojeniowych.

"Trump najwyraźniej uważa, że Rosja Putina nie jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa, tak jak utrzymuje Pentagon", a jego "zamiarem jest pokazanie, że dwa państwa mogą się dogadać". "Przebiegły Rosjanin też o tym wie, dlatego powinniśmy patrzeć co uzyska za uśmiechanie się przez stół" - konkluduje "Wall Street Journal".