Ruch 5 Gwiazd i Liga Północna przedstawiły kandydata na premiera
Reklama
Mało znany profesor prawa Giuseppe Conte będzie najprawdopodobniej nowym premierem Włoch. Jego kandydaturę przedstawili wczoraj przywódcy Ruchu 5 Gwiazd oraz Ligi Północnej, ugrupowań, które będą tworzyć koalicyjny rząd. Jeśli prezydent Sergio Mattarella jej nie zablokuje, jeszcze w tym tygodniu mogłoby się odbyć głosowanie nad wotum zaufania dla gabinetu, a tym samym skończyłby się trwający prawie trzy miesiące okres powyborczej niepewności.
Pochodzący z regionu Apulia Conte jest, według włoskich mediów, typowym technokratą. Nie ma żadnego doświadczenia politycznego, ma za to znaczący dorobek akademicki – obecnie związany jest z uniwersytetami we Florencji oraz LUISS w Rzymie, a w przeszłości wykładał m.in. w Cambridge, Yale i na Sorbonie. Zajmował się także nadzorowaniem przedsiębiorstw w kryzysie, m.in. narodowej linii lotniczej Alitalia i koncernu stalowego Ilva. Przed wyborami w marcu Conte był wskazywany przez Ruch 5 Gwiazd jako potencjalny minister ds. administracji publicznej z zadaniem odbiurokratyzowania kraju. Sam Conte mówił w czasie kampanii, że konieczne jest zniesienie ponad 400 bezużytecznych przepisów, ale zarazem wzmocnienie ustaw antykorupcyjnych.
Desygnowanie Conte jest obustronnym kompromisem, bo początkowo do stanowiska szefa rządu aspirowali zarówno przywódca Ruchu 5 Gwiazd – Luigi Di Maio, jak i Ligi Północnej – Matteo Salvini. Obie partie połowicznie wygrały marcowe wybory – Liga była największym ugrupowaniem zwycięskiego centroprawicowego bloku, ale samodzielnie to Ruch ma najwięcej mandatów. Ta kandydatura nie oznacza jednak, że rząd w całości będzie złożony z technokratów, a nie polityków. Jak spekulują włoskie media, Di Maio obejmie urząd ministra ds. rozwoju gospodarczego albo pracy, zaś Salvini pokieruje resortem spraw wewnętrznych. W ten sposób obaj mogliby forsować kluczowe sprawy z punktu widzenia swoich ugrupowań, jakimi dla Ruchu jest uniwersalny dochód podstawowy, a dla Ligi – walka z nielegalną imigracją.
Uzgodnienie wspólnego kandydata na premiera, a w weekend także programu rządu nie zmienia faktu, że będzie to raczej trudna koalicja. Prawicową Ligę i populistyczny, ale bardziej lewicowy Ruch łączy głównie dość niechętny stosunek do polityki Unii Europejskiej (oraz pozytywny do Rosji), antysystemowość oraz to, że brak było realnej alternatywy na stworzenie rządu. Mimo potencjalnych tarć wewnątrzkoalicyjnych, ok. 60 proc. Włochów popiera taki układ, a w przypadku wyborców obu partii – ponad 80 proc.
Bardziej sceptycznie patrzą na to rynki finansowe oraz politycy w Brukseli i w innych krajach UE. Główny indeks giełdy w Mediolanie tracił wczoraj na otwarciu 2,1 proc. (choć później nieco odrobił straty), z kolei rentowność 10-letnich obligacji rządowych wzrosła do najwyższego poziomu od lata zeszłego roku. Niepokój rynków finansowych budzi to, że wprawdzie koalicjanci zrezygnowali z pomysłów wyprowadzania kraju ze strefy euro, ale w programie znalazł się postulat zmiany obowiązujących w UE reguł finansowych, zwłaszcza zniesienia maksymalnego dopuszczalnego deficytu budżetowego na poziomie 3 proc. PKB, a także mają oni zamiar zwiększać wydatki budżetowe przy zmniejszeniu wpływów podatkowych.