„Horror jak za komuny”, „rząd chce mieć analfabetów, bo łatwiej nimi rządzić”. Czemu biją alarmowe dzwony? Nie uwierzycie, ale w obronie książek, a konkretnie prawa do obniżania ich cen.
W kraju, w którym 62,8 proc. obywateli przyznaje się, że w ciągu roku nie przeczytało ani jednej książki, a co siódmy Polak nie ma żadnej w domu, wybucha awantura o ustawę wprowadzającą stałą cenę na książki. Ponad 10 tys. osób podpisało się pod petycją grzmiącą: „Nie zgadzamy się na wprowadzenie zakazu promocji i jednolitej ceny książek!”. Ustawa o jednolitej cenie to nie nowość. Z pomysłem i planem wprowadzenia zakazu obniżania cen publikacji przez pierwsze miesiące od wydania nowego tytułu wydawcy i księgarze dobijają się do rządzących od kilku lat. Przekonują, że długofalowo ma to rozwiązanie zadziałać także na korzyść konsumenta i obniżyć cenę książki. W pierwsze, czyli pomoc w uzdrowieniu sytuacji na rynku księgarni i dokapitalizowaniu wydawców, wierzę. W drugie – raczej nie. Ale mimo wszystko uderzanie w ton „horror jak za komuny” jest co najmniej hipokryzją.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.