Praga nie odchodzi od stanowiska Grupy Wyszehradzkiej pracowników delegowanych - powiedział PAP sekretarz stanu ds. europejskich w kancelarii premiera Republiki Czeskiej Alesz Chmelarz.
Reklama

Zaznaczył jednocześnie, że celem negocjacji w tej sprawie powinno być znalezienie kompromisowego europejskiego rozwiązania, które odpowie na "problemy niepokojące część państw członkowskich". Zastrzegł zarazem, że w grę nie wchodzi taka rewizja dyrektywy, która "uniemożliwiłaby dalsze delegowanie pracowników".

Pod koniec sierpnia prezydent Francji Emmanuel Macron odbył serię rozmów na temat dyrektywy o pracownikach delegowanych z przedstawicielami krajów Europy Środkowo-Wschodniej, które sprzeciwiały się proponowanym przez niego zmianom w obowiązujących regulacjach. Spotkał się z szefami rządów Austrii, Czech, Słowacji, Rumunii i Bułgarii, pomijając Polskę i Węgry. Francuski prezydent relacjonował później, że w sprawie zmiany przepisów o pracownikach delegowanych ma poparcie Austrii, a Słowacja, Czechy, Rumunia i Bułgaria są gotowe do negocjacji.

Komentując sprzeciw Warszawy wobec propozycji zmian w dyrektywie Macron ocenił natomiast, iż Polska stawia się "na marginesie" Europy w "wielu kwestiach". "Polska nie definiuje dzisiaj przyszłości Europy i nie będzie definiować Europy jutra" - mówił prezydent Francji. Przekonywał też, że rząd w Warszawie "nie jest rzecznikiem Europy Wschodniej". Z kolei wiceszef MSZ ds. europejskich Konrad Szymański twierdził, że w sprawie pracowników delegowanych obowiązuje wciąż mandat negocjacyjny przyjęty przez premierów V4. Aktualność wspólnego stanowiska Grupy Wyszehradzkiej podkreślili też w rozmowie telefonicznej pod koniec sierpnia premierzy Polski i Słowacji, Beata Szydło i Robert Fico.

Reklama

Odnosząc się do tej kwestii Chmelarz zapewnił w rozmowie z PAP, że Praga nie odchodzi od stanowiska Wyszehradzkiej Czwórki dot. pracowników delegowanych. "Delegowanie pracowników jest ważnym elementem, który przyczynia się do gospodarczego potencjału wielu krajów członkowskich UE, pozwalając jednolitemu rynkowi działać tak, jak powinien" - ocenił.

Czeski minister podkreślił jednocześnie, że zarówno kraje V4, jak i Francja zgodziły się uczestniczyć w letnich negocjacjach z intencją znalezienia kompromisu.

Pożądanym owocem tych negocjacji nie jest - według niego - proste utrzymanie dotychczasowego status quo, ale znalezienie "europejskiego rozwiązania" w sprawie pracowników delegowanych. "Tym, co chcemy osiągnąć jest konsensualne rozwiązanie, które z jednej strony pozwoliłoby dyrektywie o pracownikach delegowanych działać tak, jak powinna, a z drugiej strony - odpowiedziałoby na problemy, które niepokoją część państw członkowskich" - powiedział Chmelarz. W innym wypadku - jego zdaniem - może dojść do pojawienia się na poziomie państw członkowskich inicjatyw, które "odpowiadałyby na negatywne efekty dyrektywy w sposób bardzo niefortunny" i groziłyby "zakłóceniem funkcjonowania unijnego rynku". Jak dodał czeski minister, tego rodzaju inicjatywy pojawiały się już m.in. we Francji i Austrii.

"Dyrektywa o pracownikach delegowanych nie została stworzona po to, by umożliwić nieuczciwą konkurencję. Jeśli niektóre kraje członkowskie mają wrażenie, że taka nieuczciwa konkurencja ma miejsce, to takie obawy muszą być traktowane poważnie - chociażby poprzez poddanie budzących wątpliwości przypadków kontroli służby inspekcji pracy. Jest to coś, na co jesteśmy całkowicie otwarci; jeśli faktycznie istnieją ścieżki omijania obowiązujących przepisów i nie wszystkie procedury są przestrzegane, to widzimy tu przestrzeń na rozwiązanie tego problemu" - mówił Chmelarz.

W ub. roku Komisja Europejska przedstawiła propozycję nowelizacji dyrektywy z 1996 r. w sprawie delegowania pracowników w UE. Najważniejszą proponowaną zmianą jest wprowadzenie zasady równej płacy za tę samą pracę w tym samym miejscu. Oznacza to, że pracownik wysłany przez pracodawcę tymczasowo do pracy w innym kraju UE miałby zarabiać tyle, co pracownik lokalny za tę samą pracę.

Polskie firmy delegują do pracy w krajach UE prawie pół miliona pracowników. W opinii polskiego rządu, jeśli przepisy weszłyby w życie, znacznie pogorszyłoby to pozycję polskich przedsiębiorców na rynku UE - m.in. firm transportowych, które przestałyby być konkurencyjne wobec zachodnich przewoźników.

Wprowadzaniu zmian do dyrektywy sprzeciwiało się, obok Polski, kilkanaście państw członkowskich UE, w tym m.in. Węgry, Słowacja, Czechy, Hiszpania i Portugalia.

Z kolei prezydent Francji, i wielu innych polityków na Zachodzie, obecne rozwiązanie, zgodnie z którym firma płaci składki na świadczenia społeczne od delegowanych pracowników według stawek kraju pochodzenia nazywa "dumpingiem socjalnym". Macron chce jak najszybszego uzgodnienia zmodyfikowanej dyrektywy UE dotyczącej pracowników delegowanych, postulując równocześnie ograniczenie okresu oddelegowania do maksymalnie jednego roku. Propozycja Komisji Europejskiej mówi o maksymalnie 24 miesiącach.