- Dałem tę książkę do przeczytania Izie Cywińskiej. Przeczytała kawałek, od razu zadzwoniła, że świetne, że super, a ja na to, żeby doszła do ostatniej strony. Nie odzywała się z tydzień. Zadzwoniłem, a ona, że nikt takiej krzywdy do tej pory Wałęsie nie zrobił, jak zrobi wasza książka. Pokazujecie, jak traktował ludzi - - mówią w rozmowie z Magdaleną Rigamonti Andrzej Bober i Cezary Łazarewicz, autorzy książki "Ja. Rozmowa z Lechem Wałęsą".

Przedmiotowo.

A.B.: Któregoś razu rozmawialiśmy z nim o prezydenturze, on że w Warszawie się źle czuł, że przyjeżdżał tu tylko do pracy, że nikogo nie znał. A Henryk Wujec? - zapytałem. A on na to: dwa razy go widziałem, to co to za znajomość.
C.Ł.: Pamiętasz, Andrzej, rozmowę o Marcinie Wolskim?
A.B.: Pracował dla Wałęsy. A Wałęsa mówi nam: w ogóle go nie znałem.
C.Ł.: Mówi też, że poszedł po wyborach prezydenckich do Tadeusza Mazowieckiego, że zgoda, żeby Mazowiecki mu pomógł. Ale ten nie chciał, więc kto miał mu pomóc.
A.B.: – Kto miał mi pomóc? – mówił. - Ja nikogo nie znałem.