Żeby być błaznem na wysokim poziomie, trzeba mieć w sobie wiele powagi, a nawet głębi. W tym kraju showman jest tylko jeden – mówi Andrzej Rosiewicz w rozmowie z Magdaleną Rigamonti.
Magdalena Rigamonti jest laureatką tegorocznej edycji Nagrody im. Dariusza Fikusa za dziennikarstwo najwyższej próby. Otrzymałą ją za wywiady: „Stan wojenny”, „Dzwonili politycy. Nie dam im się zagarnąć” i „Zasady są jasne – wygrała ta partia i morda w kubeł”, publikowane na łamach Magazynu DGP / Dziennik Gazeta Prawna
Magazyn DGP / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama

Reklama
Pan chciałby autoryzować ten wywiad?
Przeczytam. Mam taką komórę, która dośmiesza.
Nie wiem, czy ta rozmowa będzie śmieszna.
Zrobię, żeby była.
Rozmawiajmy poważnie.
Żeby być błaznem na wysokim poziomie, trzeba mieć w sobie wiele powagi, a nawet głębi. Mam tylko trzy komóry: jedną, co wymyśla, drugą, co dośmiesza, a trzecią, która patrzy, czy to wszystko jest na poziomie.
I co, na poziomie?
Faceci, którzy zatrzymują mnie na ulicy, mówią: panie Andrzeju, dziękujemy za poziom, który pan trzyma od lat.
Nie żartują?
A co, myśli pani, że nie trzymam poziomu? Sądziłem, że pani się z nimi zgodzi. No, chyba że pani nie zna mojego dorobku.
Ostatnio słyszałam coś o Donaldzie Trumpie.
Słyszała pani, jakie piękne przemówienie wygłosił w Warszawie? O Polsce, wspaniałe. Byłem wzruszony, a ze mną miliony Polaków. Zresztą zawsze na ważne sytuacje czy historyczne postaci reaguję piosenkami. Wybaczam prezydentowi Trumpowi nawet, że nie wspomniał o zniesieniu wiz dla Polaków... Szkoda, że nie spotkałem go osobiście, bo rzekłbym wtedy do niego: panie prezydencie, cieszę się bardzo, że mogę patrzeć na pana bez wizy. Kiedyś już śpiewałem o wszystkich amerykańskich prezydentach, którzy deklarowali przyjaźń w stosunku do Polski. A zwłaszcza o Baracku Obamie, któremu dziękuję, że zniósł dla nas wizy. „My, Polacy, potrafimy to docenić, Barack Obama zniósł wizy nam do Kenii”. Kiedy kandydował na prezydenta, poszedłem na spotkanie z młodymi Amerykanami i wymyśliłem zdanie, które wiedziałem, że będzie dla nich śmieszne: „Barack Obama is a great black hope for the whites”, czyli że jest wielką czarną nadzieją dla białych.
To niepoprawne politycznie.
Tak, lepiej by było nie czarny, tylko biały inaczej. Ale i tak uważam to zdanie za dowcipne i kulturalne. Nikogo nie obrażałem. Będąc w Chicago, dowiedziałem się, że w Obamie płynie polska krew, ponieważ jego pra, pra, pra, pradziadek zjadł kiedyś polskiego misjonarza. Życzliwy kolega zaproponował, że może tego misjonarza zamienić na archeologa.
I co, zmienił pan?
Zmieniłem.
Bo w Kościół uderza.
Nie w Kościół, tylko w misjonarza, a ja jestem pełen podziwu dla pracy misjonarzy.
Ale nie lubi pan w Kościół uderzać.
Nie lubię. Bo jestem katolikiem. I kiedy idę do kościoła, słucham kazań, to wiem, że tam nie ma żadnej polityki. Nie wiem, czy pani należy też do tych plujących na księży dziennikarzy, czy pani mówi, że są upolitycznieni? Chodzę do kościoła regularnie i nigdy nie słyszałem nawet sugestii, na kogo głosować, którą partię wspierać. A poza tym to jest jedyna instytucja, która uczy miłości do drugiego człowieka. Chrześcijaństwo to wiara miłości. W przeciwieństwie do islamu, który każe innowierców zabijać.
Nie każe. Mówił o tym prof. Selim Chazbijewicz, muzułmanin, Tatar, były imam, członek PiS, nowy ambasador Polski w Kazachstanie.
Na pewno nie jest to religia miłości. W Kościele słyszę: bądź dobry dla innych, bądź dobry dla innych. Tysiąc razy to słyszałem. O nienawiści natomiast – nigdy.
Papieża Franciszka pan słucha?
Na Anioł Pański w niedzielę. Lewactwo atakuje rodzinę, wiarę, Kościół i dmucha w balon nienawiści. A to, że ktoś z ambony powie, że mu się podoba w Polsce to, co się teraz dzieje, to chyba też nic złego.
To polityka.
I co z tego. Nikomu to nie szkodzi. Pewne kwestie polityczne, które nie zachęcają do wrogości, do nienawiści, do ostentacyjnego namawiania do głosowania na konkretną partię, mogą, moim zdaniem, być w Kościele podejmowane. Przecież księża to też obywatele.
Głosujcie na PiS – to nie jest ostentacyjne namawianie?
Byłem w wielu kościołach i nie słyszałem.
Przecież regularnie występował pan w Telewizji Trwam, u ojca Tadeusza Rydzyka, który w zasadzie jest politykiem PiS.
Upolitycznienia Kościoła nie ma. Przynajmniej ja tego nie słyszę z ambony.
Panie Andrzeju...
Pani Magdaleno, proszę podać jakieś przykłady upolitycznienia o. Rydzyka. Mówią, że on maybachem jeździ, że pieniędzy ma nie wiadomo ile. To wszystko są kłamstwa. To jest opluwanie o. Rydzyka.
A co jest prawdą?
On stworzył wyższą uczelnię.
I radio, i telewizję.
Które wychowują ludzi w duchu chrześcijańskim, katolickim.
Które są narzędziem politycznym. W których, jeśli występują politycy, to w zasadzie tylko z PiS.
Nie widzę tego, żeby on przeznaczał pieniądze na jakieś bogactwa, szaleństwa. To jest jakieś zakłamanie.
Przecież nie mówię o pieniądzach, tylko o polityce.
Nie mam żadnych zarzutów do o. Rydzyka. Fala liberalizmu i lewactwa próbuje zniszczyć to, co robi ojciec. Kiedyś normalne szkoły były, nikt nie uczył dzieci, w dodatku w tak wulgarny sposób, o płci.
Gdzie tak uczą?
Atakują, żeby dżenderyzm wchodził do szkoły.
Kto?
Te lewackie środowiska. Liberalne. Wszystko ma być wiadomo od początku, że jak dziecko chce zmienić płeć, to proszę bardzo. Miesza się w głowach dzieciom, zamieszanie się robi.
Przecież drugi rok z rzędu rządzi PiS, ministrem edukacji jest Anna Zalewska, która zrobiła gigantyczne zamieszanie z reformą edukacji.
I bardzo się z tego cieszę. Bo żadnych zboczeń wulgarnych w szkołach nie będzie.
Z o. Rydzykiem się pan przyjaźni?
Nie. Ale napisałem kiedyś piękną piosenkę o Polsce „Pytasz mnie, co właściwie cię tu trzyma”. Piosenka o Polsce, romantyczna, liryczna, wzruszająca, piękna piosenka o naszym kraju. Miliony Polaków wzruszonych na świecie.
Gdzie? Polonia w Ameryce?
Niech pani sobie wyobrazi, że żadne nasze misyjne media państwowe, więc ani za PO, ani te za PiS, te niby normalne, nigdy nie zaprosiły Andrzeja Rosiewicza, nie grały tej piosenki.
Widziałam, jak pan śpiewał i tańczył w TVP, w „Pytaniu na śniadanie”.
Ale nigdy nie zapytano o tę piosenkę, która wzruszyła na świecie miliony Polaków. Nigdy.
Może słaba.
Nie, nie słaba. Piękna. Kiedy ktoś w programie, w którym Kora oceniała młodych artystów, zaśpiewał tę moją piosenkę, to ona powiedziała: umierałam, kiedy to słyszałam. Pani sobie wyobraża? Jej i Bóg nie pasuje, i ojczyzna nie pasuje. Zresztą nie tylko jej.
A pana zabolało?
Pewnie, że bolało. Nikt nie chciał tej piosenki, może się bali, że rozbudzi patriotyczne emocje. Dopiero o. Rydzyka zainteresowała.
Bo trafiała do słuchaczy i widzów jego mediów, do elektoratu PiS.
Do jakiego elektoratu, co pani opowiada? Czy pani słyszała, co ja wcześniej powiedziałem – miliony Polaków na całym świecie były wzruszone tą piosenką.
Bo są w Ameryce i tęsknią za Polską, a jednak do niej nie wracają.
I co z tego, że są w Ameryce?
To jest akurat w tym wypadku najbardziej istotne.
Niech pani zostawi ten temat, nie możemy tak banalnie rozmawiać. Mówię pani, że piosenka trafia do serc Polaków, a pani, że do elektoratu PiS. To co, Polacy patrioci są tylko w PiS, tylko ci, co na PiS głosują?
Tak uważa prezes Jarosław Kaczyński.
A ja jestem Andrzej Rosiewicz.
Zwolennik PiS.
I co z tego, że głosowałem na PiS, że głosowałem na Andrzeja Dudę?
Nic. Sam pan powiedział, że tylko media o. Rydzyka grają pana piosenkę.
Ostatnio też nie za bardzo. Choć ojciec Rydzyk jest prawdziwym polskim patriotą. A te inne media... Ich patriotyzm nie interesuje. Nic, cisza, zero odzewu od TVP.
Sama widziałam, że wraca pan do TVP.
Gdzie wracam, kiedy? Co to za powrót, się pytam. Powrót to byłby wtedy, gdyby Andrzej Rosiewicz raz na tydzień miał show w telewizji publicznej. Taki showman jak ja na to zasługuje. Gdyby się pani na tym znała, gdyby pani widziała w akcji Freda Astaira i Andrzeja Rosiewicza, to zauważyłaby pani, że Rosiewicz jest bardzo podobnie utalentowany. Rosiewicz jest świetnym tancerzem, dlatego ludzie tak mówią. A pani nie mówi tak? Pani mnie chyba nie docenia. Wielu ludzi mówi: panie Andrzeju, gdyby się pan urodził w Ameryce, to by pan zrobił światową karierę. I mają rację. A to, że mnie pokażą w porannym programie, tu kawałek piosenki zagrają, to nic nie znaczy. Zaśpiewałem w TVP „Sing and jump for Donald Trump”, poszło to potem do internetu i szał. Ludzie to włączają, słuchają. W ciągu kilku dni 550 tys. wejść.
Niektórzy dla śmiechu.
Pani cały czas próbuje mnie obrazić. Jeśli tylu ludzi to ogląda, to prosty wniosek się nasuwa, że artystę, który wzbudza takie zainteresowanie, powinno się pokazywać częściej, bo widocznie ma coś nowego do zaproponowania. Nie wspominając już o urodzie.
Nie próbuję obrażać, tylko chcę pokazać pełen obraz.
Pani sobie nie wyobraża, jak się ludziom ta piosenka podoba, jak chwalą, jak mi gratulują. Oczywiście jednocześnie wylała się na mnie wielka fala hejtu, że Rosiewicz to już nieboszczyk, że straszne, że propaganda.
Mamy demokrację.
Opluwanie Rosiewicza to demokracja? Nienawiść skrajna, a nie demokracja. Są to często hejterzy, być może nawet opłacani, którzy nienawidzą Trumpa i Rosiewicza. Niech się ci ludzie najpierw nauczą języków obcych, potem niech krytykują. Przecież oni nie rozumieją, o co chodzi w tych tekstach, które śpiewam po angielsku. Poza tym otrzymali ładną odpowiedź od jednej z moich wielbicielek: jakie wasze osiągnięcia w stosunku do osiągnięć Andrzeja Rosiewicza. Weźcie się za języki i przestańcie pluć. Andrzej Rosiewicz wychodzi i emanuje optymizmem życiowym, jest jedynym showmanem w Polsce.
Jedynym?
Niech pani wymieni drugiego. Showman to jest ten, kto śpiewa, tańczy, śmieszy i wzrusza, potrafi mówić, przemawiać do ludzi. Poczucie humoru to jest rzadki dar. Komuś zależy na tym, żeby publiczność śmiała się z byle czego. Przecież mnie nawet pan Jacek Kurski nie zaprosił na festiwal polskiej piosenki do Opola.
Artyści się zbuntowali i nie było festiwalu w zaplanowanym terminie.
Ale miał być, przecież program był przygotowany. Nikt nie zadzwonił, Rosiewicza nie zaprosił. Teraz we wrześniu też nic.
Dlaczego?
To ja się pani pytam.
Nie, ja pana.
Pani się musi zobowiązać do przeprowadzenia śledztwa, dlaczego Rosiewicza nie ma w TVP, w Polskim Radiu.
Mogę się zobowiązać, tylko wiele gorzkich słów może pan usłyszeć.
I co z tego. Jestem na wszystko przygotowany.
Może pan jest nieśmieszny, niepolityczny.
Jak ktoś ma poczucie humoru, to go z dnia na dzień nie traci. Oglądałem Opole i tam brakowało żartobliwych, wesołych piosenek. Maryla Rodowicz jest zdolna, fajna, ma wiele dobrych piosenek, ale brakuje jej poczucia humoru. Wniosek jest taki, że królowa jest tylko jedna, ale zabrakło królewicza Rosiewicza. Poza tym po tych czerwcowych wydarzeniach bojkotowo-politycznych dobrze, że w Opolu się nie pojawiłem, chociaż już w zeszłym roku napisałem na festiwal piosenkę o Opolu „Opole ole”, która, boję się, mogłaby się stać przebojem. Ale może decydenci telewizyjni też się tego bali. Gazety się mną interesują, portale internetowe, a telewizja publiczna – nie. Przecież pani do mnie zadzwoniła, wywiad ze mną pani przeprowadza nie dlatego, że jestem nikomu nieznany, tylko że coś znaczę, że ludzie chcą słuchać moich piosenek, i dlatego proponuję, żeby zatytułowała pani ten wywiad: „Ostatni motyl PRL”.
To pana piosenka.
„Ostatni motyl PRL-u
Bożyszcze z waszych młodych lat
Kiedyś tak wielu było nas
A dzisiaj tak niewielu jest, o yes”.
Z występu Jana Pietrzaka w Opolu publiczność wychodziła.
W telewizji tego nie było widać. A dla mnie to jest wybitny artysta. Proszę pamiętać, że było 12 stopni i padał deszcz. Moim zdaniem Jan Pietrzak to jest facet, który bardzo broni polskości. Wszedł w politykę i jest grupa, która go za to nienawidzi. Salony są przecież antypolskie.
Co pan mówi? Telewizja publiczna zorganizowała mu wielki koncert, a ludzie nie chcieli tego słuchać.
Bo są nakręcani przez te salony.
Panie Andrzeju...
Mnie też te salony nienawidzą, bo jestem propolski.
I też publika by wyszła z pana koncertu w Opolu?
Dlaczego miałaby wychodzić, skoro kocha Andrzeja Rosiewicza.
Pietrzaka też kochają.
Nie aż tak. Pietrzak, proszę pani, śpiewa i wzrusza. Jest bardzo zdolnym twórcą kabaretowym. A Rosiewicz jest bardziej rozrywkowy. Jest jednak siła, która nie chce Rosiewicza w mediach. Zresztą to się wszystko już dawno zaczęło, lata temu. Zadzwonił do mnie Tadeusz Sznuk i zaprosił na rozmowę do radia. Następnego dnia zadzwonił znowu i powiedział, że niestety nie może mnie zaprosić. Nie pozwolili mu. Musiałem być na liście.
Teraz też pan jest na liście?
Najwyraźniej. Ich denerwuje, że jestem niezależny. Pietrzak powiedział, że ponoć się zrobiłem zarozumiały. Ale czy Rosiewicz nie ma prawa być zarozumiały, jak ma takie osiągnięcia?
Z czego pan żyje?
Od czasu do czasu występy jakieś są, dożynki różne, imprezy. Jednak przez to, że nie byłem tyle lat w telewizji, to młodzież nie zna Andrzeja Rosiewicza, nie zna inteligentnego żartu scenicznego i prawdziwego show estradowego.
W latach 90. wszedł pan w disco polo, to może pan sam jest sobie winien.
Ale w co wszedł? Przecież to trwało ze trzy miesiące.
Ale się odcisnęło na pana życiorysie.
A skąd. Przecież śpiewałem swoje teksty, tyle że w tych discopolowych rytmach. Chodziło o to, żeby młodzież je poznała.
Potem było: „Wystarczy cztery Ziobra i Polska będzie dobra”.
Było. Hit to był.
Zbigniew Ziobro powinien darzyć pana dozgonną wdzięcznością.
Ale wdzięczność to nie jest hobby polityków. Miło by było, gdyby minister Jarosław Sellin czy prof. Piotr Gliński, a nawet Jarosław Kaczyński, którego znam osobiście, zainteresowali się tym, co się dzieje z Andrzejem Rosiewiczem. Przecież na mojej lewej piersi wisi medal Gloria Artis, zasłużony dla kultury polskiej. W rozmowie z panią, która mnie o tym odznaczeniu poinformowała, zapytałem, czy ten medal daje korzyści finansowe, czy jest medalem chlebowym, odpowiedziała uprzejmie, że nie, ale mogę za darmo zwiedzać wszystkie muzea. Na co ja odrzekłem, że do muzeum to ja się boję chodzić, bo oni mnie tam łapią i chcą mnie wstawić do gabloty. A jak wychodzę z muzeum, to się włącza alarm.
Może politycy nie mogą panu wybaczyć słynnego występu dla Michaiła Gorbaczowa na Wawelu w 1988 r.?
Przecież cały Zachód piał, że Gorbaczow jest świetny. On jest teraz uważany za zdrajcę Związku Radzieckiego, a ja za jego pomocnika. Po wyborach prezydenckich napisałem dwie piosenki. Jedną na pożegnanie Bronisława Komorowskiego, drugą – na powitanie Andrzeja Dudy, które jak zwykle nie zostały zauważone przez misyjne media. Przy pierwszej płaczą podobno agenci WSI.
To propaganda.
Nie, to show.
„Prezydent Duda, z Dudą nam musi się udać” – śpiewał pan.
I to powinno latać w radiu co chwilę.
Może politycy nie chcą takiej nachalnej gloryfikacji.
To nie jest gloryfikacja, to jest prawda bez żadnej przesady.
Z przesadą.
Przesada to jest powiedzieć, że domaganie się odszkodowań od Niemców to zbrodnia. I takie zdanie to jest zbrodnia – czytałem, że wypowiedział je Tomasz Lis. A kto obraża naród polski i Polskę, powinien iść do więzienia. Chcę być twarzą dobrej zmiany, ale chyba mają jakieś zastrzeżenia do mojej twarzy. A przecież Kaczka rządzi Polską, kura – telewizją, ja – też kogut. Myślałem, że odnajdę się w tym kurniku, a oni piać nie dają i jeszcze wpuścili lisa.
O sądach pan coś napisał?
Te przepychanki nie są aż tak interesujące. Ale przejdźmy do tematów poważnych. Słyszałem, że z okazji 1050-lecia chrztu Polski ochrzcił się redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”, któremu nie jest wszystko jedno, i kilku pomniejszych redaktorów. To cieszy, moje gratulacje. Salony nie są mną zachwycone. Ani mną, ani Trumpem. Czego wy, salony, ode mnie chcecie?
Lewackie salony – powinien pan powiedzieć.
Nie lubicie mnie. Za to samo, za co nie lubicie Donalda Trumpa w Ameryce, czyli za to, że on broni wartości chrześcijańskich i tradycji, za to, że jest patriotą, za to, że nie jest po stronie salonów, nie jest liberalny, nie jest lewacki. Do tego broni Boga, chrześcijan i ojczyzny. Lewactwo tego nie wytrzymuje.
Kto to jest to lewactwo?
To są wszyscy ci z tych liberalnych ruchów, którzy chcą zniszczyć rządy PiS. Z tego, co wiem, to jest antychrześcijański, antypatriotyczny ruch. Wrogowie Polski. Wie pani, co to jest lewactwo? Najlepiej widać je wtedy, kiedy Jarosław Kaczyński jedzie na Wawel, na grób swojego brata, a tam stoją, krzyczą, plują. To są właśnie lewacy.
Ilu jest tych lewaków?
W tych mediach proniemieckich – wielu. Robią wszystko, żeby osłabić Polskę.
Kiedyś pan kandydował do PE z listy Unii Polityki Realnej.
Znam Janusza Korwin-Mikkego i on zaproponował, bym kandydował do Parlamentu Europejskiego. Mówiłem Januszowi, że nie bardzo się na tym znam, a on, że mam się nie przejmować, tylko kandydować.
Chciał mieć Rosiewicza na listach.
Może. Przez koleżeństwo się zgodziłem.
Jak to, nie sprawdził pan, jaki program ma UPR?
Ufałem Korwinowi, kolegowaliśmy się.
Gdyby się pan z Januszem Palikotem kolegował, to też by pan nie sprawdzał programu?
Korwina ceniłem i znałem. Z Palikotem bym się nie kolegował. On jest byle jaki. UPR to nie była wroga mi partia. Wiedziałem, że Korwin jest inteligentny. OK, niektóre poglądy ma kontrowersyjne.
Te na temat kobiet na przykład?
Na przykład. Ale również to, że wolał Wojciecha Jaruzelskiego niż Józefa Piłsudskiego. Wariactwo. Zresztą on w jakimś sensie jest wariatem. Przecież ostatnio prawie się zachwyca Putinem. A ja czuję się pełnoprawnym obywatelem naszego kraju. Nie „tego kraju”, tylko naszego kraju. Jakiś mądry dziennikarz napisał, że Polacy dzielą się na Polaków i tenkrajowców. I wielu takich tenkrajowców widzę w tej opozycji totalnej, fatalnej.
Totalnej?
Słyszała pani Grzegorza Schetynę? Mówił przecież, że będą totalną opozycją. To są jego słowa.
A słyszał pan, jak w grudniu marszałek Sejmu Marek Kuchciński mówił, że totalna opozycja zablokowała parlament?
Bo zablokowała. Prawie że bili panią Krystynę Pawłowicz.
Nikt nikogo nie bił.
Prawie że ją szturchali.
A widział pan, jak opozycja była witana przez tłum na wystąpieniu Trumpa?
Nie widziałem.
Tłum krzyczał: złodzieje, złodzieje. Gdyby nie było barierki, toby ich rozszarpali. Kto to jest? Prawactwo?
Prawactwo. Ale ja wolę prawactwo niż lewactwo. Jeżeli chodzi o złodziejstwo za czasów rządów PO, to przecież było ogromne. I wszystko pod dywan było zamiatane. Amber Gold, wyłudzenia VAT.
SKOK-i.
Skok w Wołominie.
Nie, mówię o SKOK-ach, o pisowskim senatorze Biereckim.
Na to nie ma dowodów. A na rozbrajanie Polski przez Donalda Tuska jest wiele.
Kampania billboardowa za 19 mln to złodziejstwo?
Niech pani nie mówi o mrówce, jak tu mamy słonia, 200 mld VAT wyprowadzonego z Polski. Kutry Polskie to była potęga, teraz nie ma. A rozbrojenie polskich stoczni po to, żeby stocznie niemieckie miały lepiej... Takiej fuchy, jaką dostał Tusk, nie dostaje się za nic. Za nic też nie dostaje się niemieckich medali. On się musiał tym Niemcom jakoś przysłużyć.
Budował dobre relacje polsko-niemieckie.
I zapewne pogłębiał współpracę polsko-niemiecką, jak mówi Angela Merkel. To jest wszystko przykrywanie działalności dobroczynnej Donalda Tuska na rzecz Niemiec.
Teraz pan mówi jak pisowiec.
Nie jak pisowiec, jak Polak. Jest duża grupa ludzi, która na nikogo nie głosowała. A czy ja powiedziałem, że Tusk jest z Platformy? Nie. Powiedziałem, że on osobiście jest odpowiedzialny za wiele czynów na korzyść Niemiec. Tusk w moim słowiańskim sercu jest osobą negatywną dla Polski. Mówi się: po czynach ich poznacie. Można też poznawać po znakach i po słowach. I on używał słów, które dla mnie jako Polaka są nie do przyjęcia.
Które?
Polska to nienormalność.
Kiedy tak powiedział?
Jeszcze powiedział, że polskość mu ciąży.
Kiedy?
I jeszcze: wy, Polacy. Te trzy powiedzenia określają tego faceta tak, że on nie ma prawa zajmować w Polsce żadnej funkcji.
Słyszał pan, jak Donald Tusk wypowiadał takie zdania?
Nie widziałem, nie słyszałem nagrań. Ale pamiętam, jak cytowano te wypowiedzi. Ludzie pytają, czy naprawdę to powiedział. Naprawdę.
Antytuskową piosenkę pan napisał.
Ze dwie albo trzy. Dla niego Polska to jest ojczyzna, ale w cudzysłowie. Pamięta pani, jak rozmawiał z Putinem na sopockim molo? Po niemiecku, płynnie. W żadnej proniemieckiej gazecie nikt nigdy nie napisał, że Donald Tusk, jak był dzieckiem, to podobnież mówił w domu po niemiecku.
Ale to „Newsweek” napisał, że dziadek Tuska służył w Wehrmachcie.
To był jeszcze inny „Newsweek”. Tusk zasługuje na brak mojego szacunku za to, jak traktuje Polskę. I myślę, że wszyscy ci, którzy się czują prawdziwymi Polakami, tak właśnie uważają.
A kim są prawdziwi Polacy?
Ci, którzy czują i działają na korzyść społeczeństwa, narodu i Polski, którzy szanują osiągnięcia ojców, język, wiarę. Widziałem ostatnio wywiad z Micheilem Saakaszwilim, byłym prezydentem Gruzji. Mówił o Smoleńsku, o tym, że nie wierzy w przypadki. Wprost powiedział, że to była zemsta Putina na Lechu Kaczyńskim. I ja też tak uważam. Przecież jego służby zabijają ludzi, którzy podpadają Putinowi, a prezydent Kaczyński mu podpadł kilka razy. Saakaszwili powiedział też, że Putin to morderca. Takie ostre słowa, że się o niego boję.
Lech Wałęsa to lewak?
Kiedyś się przyjaźniliśmy. Byłem zachwycony nim jak wszyscy. Zaprosiliśmy go na koncert, który był w Teatrze Muzycznym w Gdyni, potem on nas zaprosił do siebie, przeszliśmy na ty. Kiedy został prezydentem, wszystko się urwało. Udzieliłem wywiadu „Życiu Warszawy”, powiedziałem, że jestem z prezydentem od sześciu lat na ty i dziwię się, że prezydent nie dzwoni. Zadzwonił. I mówi: Pan Andrzej? A ja: Zdaje się, że byliśmy na ty. A on: No, tak. Dzwonię, żeby cię przeprosić, że się tak długo nie odzywałem. A ja: Widocznie byłeś zajęty. On: Jak cię mogę przeprosić? A ja: Zaprosisz na kawę do Belwederu i będzie kwita. On na to, że Wachowski ustali terminy i się spotkamy. I jak się pani domyśla, Wachowski nigdy nie ustalił. A jak pani spojrzy na listę gości na jego przyjęciach urodzinowych, to pani zobaczy, ilu tam było różnych oficerów, panów ze służb. Rosiewicza nigdy tam nie było. Ale mówiłem pani, że wdzięczność to nie jest hobby polityków. Nie ma się z czego śmiać. Zresztą w ogóle nie ma, bo 90 proc. polskich kabaretów jest słabych. Ale jeżeli zadowala publiczność, to proszę bardzo. Pomimo wszystko cieszmy się życiem. A teraz, pani redaktor, otwieram skrzydła i lecę w rajską krainę ułudy... Leć ze mną.