Andrzej Rosiewicz: Jan Pietrzak to jest facet, który broni polskości [WYWIAD]

Andrzej Rosiewicz fot. Maksymilian Rigamonti
Andrzej Rosiewicz fot. Maksymilian RigamontiDziennik Gazeta Prawna
22 września 2017

Żeby być błaznem na wysokim poziomie, trzeba mieć w sobie wiele powagi, a nawet głębi. W tym kraju showman jest tylko jeden – mówi Andrzej Rosiewicz w rozmowie z Magdaleną Rigamonti.

2180223-.jpg
Magdalena Rigamonti jest laureatką tegorocznej edycji Nagrody im. Dariusza Fikusa za dziennikarstwo najwyższej próby. Otrzymałą ją za wywiady: „Stan wojenny”, „Dzwonili politycy. Nie dam im się zagarnąć” i „Zasady są jasne – wygrała ta partia i morda w kubeł”, publikowane na łamach Magazynu DGP
3094483-magazyn-okladka-22-wrzesnia.jpg
Magazyn DGP

Przeczytam. Mam taką komórę, która dośmiesza.

Zrobię, żeby była.

Żeby być błaznem na wysokim poziomie, trzeba mieć w sobie wiele powagi, a nawet głębi. Mam tylko trzy komóry: jedną, co wymyśla, drugą, co dośmiesza, a trzecią, która patrzy, czy to wszystko jest na poziomie.

Faceci, którzy zatrzymują mnie na ulicy, mówią: panie Andrzeju, dziękujemy za poziom, który pan trzyma od lat.

A co, myśli pani, że nie trzymam poziomu? Sądziłem, że pani się z nimi zgodzi. No, chyba że pani nie zna mojego dorobku.

Słyszała pani, jakie piękne przemówienie wygłosił w Warszawie? O Polsce, wspaniałe. Byłem wzruszony, a ze mną miliony Polaków. Zresztą zawsze na ważne sytuacje czy historyczne postaci reaguję piosenkami. Wybaczam prezydentowi Trumpowi nawet, że nie wspomniał o zniesieniu wiz dla Polaków... Szkoda, że nie spotkałem go osobiście, bo rzekłbym wtedy do niego: panie prezydencie, cieszę się bardzo, że mogę patrzeć na pana bez wizy. Kiedyś już śpiewałem o wszystkich amerykańskich prezydentach, którzy deklarowali przyjaźń w stosunku do Polski. A zwłaszcza o Baracku Obamie, któremu dziękuję, że zniósł dla nas wizy. „My, Polacy, potrafimy to docenić, Barack Obama zniósł wizy nam do Kenii”. Kiedy kandydował na prezydenta, poszedłem na spotkanie z młodymi Amerykanami i wymyśliłem zdanie, które wiedziałem, że będzie dla nich śmieszne: „Barack Obama is a great black hope for the whites”, czyli że jest wielką czarną nadzieją dla białych.

Tak, lepiej by było nie czarny, tylko biały inaczej. Ale i tak uważam to zdanie za dowcipne i kulturalne. Nikogo nie obrażałem. Będąc w Chicago, dowiedziałem się, że w Obamie płynie polska krew, ponieważ jego pra, pra, pra, pradziadek zjadł kiedyś polskiego misjonarza. Życzliwy kolega zaproponował, że może tego misjonarza zamienić na archeologa.

Zmieniłem.

Nie w Kościół, tylko w misjonarza, a ja jestem pełen podziwu dla pracy misjonarzy.

Nie lubię. Bo jestem katolikiem. I kiedy idę do kościoła, słucham kazań, to wiem, że tam nie ma żadnej polityki. Nie wiem, czy pani należy też do tych plujących na księży dziennikarzy, czy pani mówi, że są upolitycznieni? Chodzę do kościoła regularnie i nigdy nie słyszałem nawet sugestii, na kogo głosować, którą partię wspierać. A poza tym to jest jedyna instytucja, która uczy miłości do drugiego człowieka. Chrześcijaństwo to wiara miłości. W przeciwieństwie do islamu, który każe innowierców zabijać.

Na pewno nie jest to religia miłości. W Kościele słyszę: bądź dobry dla innych, bądź dobry dla innych. Tysiąc razy to słyszałem. O nienawiści natomiast – nigdy.

Na Anioł Pański w niedzielę. Lewactwo atakuje rodzinę, wiarę, Kościół i dmucha w balon nienawiści. A to, że ktoś z ambony powie, że mu się podoba w Polsce to, co się teraz dzieje, to chyba też nic złego.

I co z tego. Nikomu to nie szkodzi. Pewne kwestie polityczne, które nie zachęcają do wrogości, do nienawiści, do ostentacyjnego namawiania do głosowania na konkretną partię, mogą, moim zdaniem, być w Kościele podejmowane. Przecież księża to też obywatele.

Byłem w wielu kościołach i nie słyszałem.

Upolitycznienia Kościoła nie ma. Przynajmniej ja tego nie słyszę z ambony.

Pani Magdaleno, proszę podać jakieś przykłady upolitycznienia o. Rydzyka. Mówią, że on maybachem jeździ, że pieniędzy ma nie wiadomo ile. To wszystko są kłamstwa. To jest opluwanie o. Rydzyka.

On stworzył wyższą uczelnię.

Które wychowują ludzi w duchu chrześcijańskim, katolickim.

Nie widzę tego, żeby on przeznaczał pieniądze na jakieś bogactwa, szaleństwa. To jest jakieś zakłamanie.

Nie mam żadnych zarzutów do o. Rydzyka. Fala liberalizmu i lewactwa próbuje zniszczyć to, co robi ojciec. Kiedyś normalne szkoły były, nikt nie uczył dzieci, w dodatku w tak wulgarny sposób, o płci.

Atakują, żeby dżenderyzm wchodził do szkoły.

Te lewackie środowiska. Liberalne. Wszystko ma być wiadomo od początku, że jak dziecko chce zmienić płeć, to proszę bardzo. Miesza się w głowach dzieciom, zamieszanie się robi.

I bardzo się z tego cieszę. Bo żadnych zboczeń wulgarnych w szkołach nie będzie.

Nie. Ale napisałem kiedyś piękną piosenkę o Polsce „Pytasz mnie, co właściwie cię tu trzyma”. Piosenka o Polsce, romantyczna, liryczna, wzruszająca, piękna piosenka o naszym kraju. Miliony Polaków wzruszonych na świecie.

Niech pani sobie wyobrazi, że żadne nasze misyjne media państwowe, więc ani za PO, ani te za PiS, te niby normalne, nigdy nie zaprosiły Andrzeja Rosiewicza, nie grały tej piosenki.

Ale nigdy nie zapytano o tę piosenkę, która wzruszyła na świecie miliony Polaków. Nigdy.

Nie, nie słaba. Piękna. Kiedy ktoś w programie, w którym Kora oceniała młodych artystów, zaśpiewał tę moją piosenkę, to ona powiedziała: umierałam, kiedy to słyszałam. Pani sobie wyobraża? Jej i Bóg nie pasuje, i ojczyzna nie pasuje. Zresztą nie tylko jej.

Pewnie, że bolało. Nikt nie chciał tej piosenki, może się bali, że rozbudzi patriotyczne emocje. Dopiero o. Rydzyka zainteresowała.

Do jakiego elektoratu, co pani opowiada? Czy pani słyszała, co ja wcześniej powiedziałem – miliony Polaków na całym świecie były wzruszone tą piosenką.

I co z tego, że są w Ameryce?

Niech pani zostawi ten temat, nie możemy tak banalnie rozmawiać. Mówię pani, że piosenka trafia do serc Polaków, a pani, że do elektoratu PiS. To co, Polacy patrioci są tylko w PiS, tylko ci, co na PiS głosują?

A ja jestem Andrzej Rosiewicz.

I co z tego, że głosowałem na PiS, że głosowałem na Andrzeja Dudę?

Ostatnio też nie za bardzo. Choć ojciec Rydzyk jest prawdziwym polskim patriotą. A te inne media... Ich patriotyzm nie interesuje. Nic, cisza, zero odzewu od TVP.

Gdzie wracam, kiedy? Co to za powrót, się pytam. Powrót to byłby wtedy, gdyby Andrzej Rosiewicz raz na tydzień miał show w telewizji publicznej. Taki showman jak ja na to zasługuje. Gdyby się pani na tym znała, gdyby pani widziała w akcji Freda Astaira i Andrzeja Rosiewicza, to zauważyłaby pani, że Rosiewicz jest bardzo podobnie utalentowany. Rosiewicz jest świetnym tancerzem, dlatego ludzie tak mówią. A pani nie mówi tak? Pani mnie chyba nie docenia. Wielu ludzi mówi: panie Andrzeju, gdyby się pan urodził w Ameryce, to by pan zrobił światową karierę. I mają rację. A to, że mnie pokażą w porannym programie, tu kawałek piosenki zagrają, to nic nie znaczy. Zaśpiewałem w TVP „Sing and jump for Donald Trump”, poszło to potem do internetu i szał. Ludzie to włączają, słuchają. W ciągu kilku dni 550 tys. wejść.

Pani cały czas próbuje mnie obrazić. Jeśli tylu ludzi to ogląda, to prosty wniosek się nasuwa, że artystę, który wzbudza takie zainteresowanie, powinno się pokazywać częściej, bo widocznie ma coś nowego do zaproponowania. Nie wspominając już o urodzie.

Pani sobie nie wyobraża, jak się ludziom ta piosenka podoba, jak chwalą, jak mi gratulują. Oczywiście jednocześnie wylała się na mnie wielka fala hejtu, że Rosiewicz to już nieboszczyk, że straszne, że propaganda.

Opluwanie Rosiewicza to demokracja? Nienawiść skrajna, a nie demokracja. Są to często hejterzy, być może nawet opłacani, którzy nienawidzą Trumpa i Rosiewicza. Niech się ci ludzie najpierw nauczą języków obcych, potem niech krytykują. Przecież oni nie rozumieją, o co chodzi w tych tekstach, które śpiewam po angielsku. Poza tym otrzymali ładną odpowiedź od jednej z moich wielbicielek: jakie wasze osiągnięcia w stosunku do osiągnięć Andrzeja Rosiewicza. Weźcie się za języki i przestańcie pluć. Andrzej Rosiewicz wychodzi i emanuje optymizmem życiowym, jest jedynym showmanem w Polsce.

Niech pani wymieni drugiego. Showman to jest ten, kto śpiewa, tańczy, śmieszy i wzrusza, potrafi mówić, przemawiać do ludzi. Poczucie humoru to jest rzadki dar. Komuś zależy na tym, żeby publiczność śmiała się z byle czego. Przecież mnie nawet pan Jacek Kurski nie zaprosił na festiwal polskiej piosenki do Opola.

Ale miał być, przecież program był przygotowany. Nikt nie zadzwonił, Rosiewicza nie zaprosił. Teraz we wrześniu też nic.

To ja się pani pytam.

Pani się musi zobowiązać do przeprowadzenia śledztwa, dlaczego Rosiewicza nie ma w TVP, w Polskim Radiu.

I co z tego. Jestem na wszystko przygotowany.

Jak ktoś ma poczucie humoru, to go z dnia na dzień nie traci. Oglądałem Opole i tam brakowało żartobliwych, wesołych piosenek. Maryla Rodowicz jest zdolna, fajna, ma wiele dobrych piosenek, ale brakuje jej poczucia humoru. Wniosek jest taki, że królowa jest tylko jedna, ale zabrakło królewicza Rosiewicza. Poza tym po tych czerwcowych wydarzeniach bojkotowo-politycznych dobrze, że w Opolu się nie pojawiłem, chociaż już w zeszłym roku napisałem na festiwal piosenkę o Opolu „Opole ole”, która, boję się, mogłaby się stać przebojem. Ale może decydenci telewizyjni też się tego bali. Gazety się mną interesują, portale internetowe, a telewizja publiczna – nie. Przecież pani do mnie zadzwoniła, wywiad ze mną pani przeprowadza nie dlatego, że jestem nikomu nieznany, tylko że coś znaczę, że ludzie chcą słuchać moich piosenek, i dlatego proponuję, żeby zatytułowała pani ten wywiad: „Ostatni motyl PRL”.

„Ostatni motyl PRL-u

Bożyszcze z waszych młodych lat

Kiedyś tak wielu było nas

A dzisiaj tak niewielu jest, o yes”.

W telewizji tego nie było widać. A dla mnie to jest wybitny artysta. Proszę pamiętać, że było 12 stopni i padał deszcz. Moim zdaniem Jan Pietrzak to jest facet, który bardzo broni polskości. Wszedł w politykę i jest grupa, która go za to nienawidzi. Salony są przecież antypolskie.

Bo są nakręcani przez te salony.

Mnie też te salony nienawidzą, bo jestem propolski.

Dlaczego miałaby wychodzić, skoro kocha Andrzeja Rosiewicza.

Nie aż tak. Pietrzak, proszę pani, śpiewa i wzrusza. Jest bardzo zdolnym twórcą kabaretowym. A Rosiewicz jest bardziej rozrywkowy. Jest jednak siła, która nie chce Rosiewicza w mediach. Zresztą to się wszystko już dawno zaczęło, lata temu. Zadzwonił do mnie Tadeusz Sznuk i zaprosił na rozmowę do radia. Następnego dnia zadzwonił znowu i powiedział, że niestety nie może mnie zaprosić. Nie pozwolili mu. Musiałem być na liście.

Najwyraźniej. Ich denerwuje, że jestem niezależny. Pietrzak powiedział, że ponoć się zrobiłem zarozumiały. Ale czy Rosiewicz nie ma prawa być zarozumiały, jak ma takie osiągnięcia?

Od czasu do czasu występy jakieś są, dożynki różne, imprezy. Jednak przez to, że nie byłem tyle lat w telewizji, to młodzież nie zna Andrzeja Rosiewicza, nie zna inteligentnego żartu scenicznego i prawdziwego show estradowego.

Ale w co wszedł? Przecież to trwało ze trzy miesiące.

A skąd. Przecież śpiewałem swoje teksty, tyle że w tych discopolowych rytmach. Chodziło o to, żeby młodzież je poznała.

Było. Hit to był.

Ale wdzięczność to nie jest hobby polityków. Miło by było, gdyby minister Jarosław Sellin czy prof. Piotr Gliński, a nawet Jarosław Kaczyński, którego znam osobiście, zainteresowali się tym, co się dzieje z Andrzejem Rosiewiczem. Przecież na mojej lewej piersi wisi medal Gloria Artis, zasłużony dla kultury polskiej. W rozmowie z panią, która mnie o tym odznaczeniu poinformowała, zapytałem, czy ten medal daje korzyści finansowe, czy jest medalem chlebowym, odpowiedziała uprzejmie, że nie, ale mogę za darmo zwiedzać wszystkie muzea. Na co ja odrzekłem, że do muzeum to ja się boję chodzić, bo oni mnie tam łapią i chcą mnie wstawić do gabloty. A jak wychodzę z muzeum, to się włącza alarm.

Przecież cały Zachód piał, że Gorbaczow jest świetny. On jest teraz uważany za zdrajcę Związku Radzieckiego, a ja za jego pomocnika. Po wyborach prezydenckich napisałem dwie piosenki. Jedną na pożegnanie Bronisława Komorowskiego, drugą – na powitanie Andrzeja Dudy, które jak zwykle nie zostały zauważone przez misyjne media. Przy pierwszej płaczą podobno agenci WSI.

Nie, to show.

I to powinno latać w radiu co chwilę.

To nie jest gloryfikacja, to jest prawda bez żadnej przesady.

Przesada to jest powiedzieć, że domaganie się odszkodowań od Niemców to zbrodnia. I takie zdanie to jest zbrodnia – czytałem, że wypowiedział je Tomasz Lis. A kto obraża naród polski i Polskę, powinien iść do więzienia. Chcę być twarzą dobrej zmiany, ale chyba mają jakieś zastrzeżenia do mojej twarzy. A przecież Kaczka rządzi Polską, kura – telewizją, ja – też kogut. Myślałem, że odnajdę się w tym kurniku, a oni piać nie dają i jeszcze wpuścili lisa.

Te przepychanki nie są aż tak interesujące. Ale przejdźmy do tematów poważnych. Słyszałem, że z okazji 1050-lecia chrztu Polski ochrzcił się redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”, któremu nie jest wszystko jedno, i kilku pomniejszych redaktorów. To cieszy, moje gratulacje. Salony nie są mną zachwycone. Ani mną, ani Trumpem. Czego wy, salony, ode mnie chcecie?

Nie lubicie mnie. Za to samo, za co nie lubicie Donalda Trumpa w Ameryce, czyli za to, że on broni wartości chrześcijańskich i tradycji, za to, że jest patriotą, za to, że nie jest po stronie salonów, nie jest liberalny, nie jest lewacki. Do tego broni Boga, chrześcijan i ojczyzny. Lewactwo tego nie wytrzymuje.

To są wszyscy ci z tych liberalnych ruchów, którzy chcą zniszczyć rządy PiS. Z tego, co wiem, to jest antychrześcijański, antypatriotyczny ruch. Wrogowie Polski. Wie pani, co to jest lewactwo? Najlepiej widać je wtedy, kiedy Jarosław Kaczyński jedzie na Wawel, na grób swojego brata, a tam stoją, krzyczą, plują. To są właśnie lewacy.

W tych mediach proniemieckich – wielu. Robią wszystko, żeby osłabić Polskę.

Znam Janusza Korwin-Mikkego i on zaproponował, bym kandydował do Parlamentu Europejskiego. Mówiłem Januszowi, że nie bardzo się na tym znam, a on, że mam się nie przejmować, tylko kandydować.

Może. Przez koleżeństwo się zgodziłem.

Ufałem Korwinowi, kolegowaliśmy się.

Korwina ceniłem i znałem. Z Palikotem bym się nie kolegował. On jest byle jaki. UPR to nie była wroga mi partia. Wiedziałem, że Korwin jest inteligentny. OK, niektóre poglądy ma kontrowersyjne.

Na przykład. Ale również to, że wolał Wojciecha Jaruzelskiego niż Józefa Piłsudskiego. Wariactwo. Zresztą on w jakimś sensie jest wariatem. Przecież ostatnio prawie się zachwyca Putinem. A ja czuję się pełnoprawnym obywatelem naszego kraju. Nie „tego kraju”, tylko naszego kraju. Jakiś mądry dziennikarz napisał, że Polacy dzielą się na Polaków i tenkrajowców. I wielu takich tenkrajowców widzę w tej opozycji totalnej, fatalnej.

Słyszała pani Grzegorza Schetynę? Mówił przecież, że będą totalną opozycją. To są jego słowa.

Bo zablokowała. Prawie że bili panią Krystynę Pawłowicz.

Prawie że ją szturchali.

Nie widziałem.

Prawactwo. Ale ja wolę prawactwo niż lewactwo. Jeżeli chodzi o złodziejstwo za czasów rządów PO, to przecież było ogromne. I wszystko pod dywan było zamiatane. Amber Gold, wyłudzenia VAT.

Skok w Wołominie.

Na to nie ma dowodów. A na rozbrajanie Polski przez Donalda Tuska jest wiele.

Niech pani nie mówi o mrówce, jak tu mamy słonia, 200 mld VAT wyprowadzonego z Polski. Kutry Polskie to była potęga, teraz nie ma. A rozbrojenie polskich stoczni po to, żeby stocznie niemieckie miały lepiej... Takiej fuchy, jaką dostał Tusk, nie dostaje się za nic. Za nic też nie dostaje się niemieckich medali. On się musiał tym Niemcom jakoś przysłużyć.

I zapewne pogłębiał współpracę polsko-niemiecką, jak mówi Angela Merkel. To jest wszystko przykrywanie działalności dobroczynnej Donalda Tuska na rzecz Niemiec.

Nie jak pisowiec, jak Polak. Jest duża grupa ludzi, która na nikogo nie głosowała. A czy ja powiedziałem, że Tusk jest z Platformy? Nie. Powiedziałem, że on osobiście jest odpowiedzialny za wiele czynów na korzyść Niemiec. Tusk w moim słowiańskim sercu jest osobą negatywną dla Polski. Mówi się: po czynach ich poznacie. Można też poznawać po znakach i po słowach. I on używał słów, które dla mnie jako Polaka są nie do przyjęcia.

Polska to nienormalność.

Jeszcze powiedział, że polskość mu ciąży.

I jeszcze: wy, Polacy. Te trzy powiedzenia określają tego faceta tak, że on nie ma prawa zajmować w Polsce żadnej funkcji.

Nie widziałem, nie słyszałem nagrań. Ale pamiętam, jak cytowano te wypowiedzi. Ludzie pytają, czy naprawdę to powiedział. Naprawdę.

Ze dwie albo trzy. Dla niego Polska to jest ojczyzna, ale w cudzysłowie. Pamięta pani, jak rozmawiał z Putinem na sopockim molo? Po niemiecku, płynnie. W żadnej proniemieckiej gazecie nikt nigdy nie napisał, że Donald Tusk, jak był dzieckiem, to podobnież mówił w domu po niemiecku.

To był jeszcze inny „Newsweek”. Tusk zasługuje na brak mojego szacunku za to, jak traktuje Polskę. I myślę, że wszyscy ci, którzy się czują prawdziwymi Polakami, tak właśnie uważają.

Ci, którzy czują i działają na korzyść społeczeństwa, narodu i Polski, którzy szanują osiągnięcia ojców, język, wiarę. Widziałem ostatnio wywiad z Micheilem Saakaszwilim, byłym prezydentem Gruzji. Mówił o Smoleńsku, o tym, że nie wierzy w przypadki. Wprost powiedział, że to była zemsta Putina na Lechu Kaczyńskim. I ja też tak uważam. Przecież jego służby zabijają ludzi, którzy podpadają Putinowi, a prezydent Kaczyński mu podpadł kilka razy. Saakaszwili powiedział też, że Putin to morderca. Takie ostre słowa, że się o niego boję.

Kiedyś się przyjaźniliśmy. Byłem zachwycony nim jak wszyscy. Zaprosiliśmy go na koncert, który był w Teatrze Muzycznym w Gdyni, potem on nas zaprosił do siebie, przeszliśmy na ty. Kiedy został prezydentem, wszystko się urwało. Udzieliłem wywiadu „Życiu Warszawy”, powiedziałem, że jestem z prezydentem od sześciu lat na ty i dziwię się, że prezydent nie dzwoni. Zadzwonił. I mówi: Pan Andrzej? A ja: Zdaje się, że byliśmy na ty. A on: No, tak. Dzwonię, żeby cię przeprosić, że się tak długo nie odzywałem. A ja: Widocznie byłeś zajęty. On: Jak cię mogę przeprosić? A ja: Zaprosisz na kawę do Belwederu i będzie kwita. On na to, że Wachowski ustali terminy i się spotkamy. I jak się pani domyśla, Wachowski nigdy nie ustalił. A jak pani spojrzy na listę gości na jego przyjęciach urodzinowych, to pani zobaczy, ilu tam było różnych oficerów, panów ze służb. Rosiewicza nigdy tam nie było. Ale mówiłem pani, że wdzięczność to nie jest hobby polityków. Nie ma się z czego śmiać. Zresztą w ogóle nie ma, bo 90 proc. polskich kabaretów jest słabych. Ale jeżeli zadowala publiczność, to proszę bardzo. Pomimo wszystko cieszmy się życiem. A teraz, pani redaktor, otwieram skrzydła i lecę w rajską krainę ułudy... Leć ze mną. 

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: MAGAZYN Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.