Policja uzbrojona w kałasznikowy i pistolety maszynowe wtargnęła do budynku, dokonała rewizji, przejrzała też twarde dyski i zarekwirowała komputery - oświadczył jeden z liderów opozycji, Musalia Mudavi podczas konferencji zorganizowanej przed biurami Sojuszu w dzielnicy Westlands w centrum Nairobi, co potwierdzałoby informację o ataku. Także Mudavi dodał, że był to kolejny atak na porozrzucane po mieście biura organizacji.

Jako "fake news" i informację wyssaną z palca określił natomiast wiadomość o wtargnięciu policji do biur opozycji rzecznik rządu. Jak pisze Reuters, po tej deklaracji kenijskie media, które wcześniej informowały o najściu funkcjonariuszy, usunęły tę wiadomość ze swych serwisów.

Z Nairobi napływają sprzeczne informacje. Korespondent agencji AFP potwierdził, że w lokalu Narodowego Super Sojuszu widział wyważone drzwi, powyrywane kable komputerowe i powywracane stoły. Z koei w ocenie agencji Reutera, której dziennikarze kontaktowali się z ochroną budynków sąsiadujących z siedzibą Narodowego Super Sojuszu nie było żadnego wtargnięcia.

"W przededniu wyborów prezydenckich, parlamentarnych i samorządowych, jakie odbędą się 8 sierpnia, obie strony nie stronią przed produkowaniem fałszywych informacji" – zaznaczył w komentarzu Reuters.

Informacje tego rodzaju pogłębiają atmosferę niepokoju. Wielu mieszkańców Nairobi opuściło miasto w obawie przed zamieszkami - pisze Reuters.

Kenijska policja poinformowała w niedzielę, że zabiła mężczyznę, który dzień wcześniej wtargnął na teren rezydencji wiceprezydenta Williama Ruto. Podczas trwającej ponad dobę akcji zginął ponadto jeden funkcjonariusz.

W chwili ataku Ruto i jego nie rodziny nie było w rezydencji w mieście Eldoret na zachodzie kraju. Dom jest chroniony przez elitarną paramilitarną jednostkę policji.

W Kenii 8 sierpnia będą wybierani prezydent, parlament i szefowie władz regionalnych. Obecny szef państwa Uhuru Kenyatta ubiega się o reelekcję wraz ze swym wiceprezydentem Ruto. Ich rywalami są kandydat opozycji Raila Odinga wraz z Kalonzo Musyoką.

Agencja AFP przypomina o najkrwawszej w historii niepodległej Kenii fali przemocy po wyborach w 2007 roku, których wyniki kontestowała opozycja, a USA i Unia Europejska skrytykowały. AFP przypomina, że zginęło wówczas 1100 osób, a regionem najbardziej dotkniętym przez akty przemocy była prowincja Rift Valley na zachodzie Kenii, gdzie leży Eldoret. (PAP)

mars/