Ceną za trwającą od półtora roku wymianę kadr w kontrolowanych przez państwo firmach są liczone w milionach odprawy i odszkodowania płacone menedżerom.
Choć od przejęcia władzy przez rząd Prawa i Sprawiedliwości minęło już ponad półtora roku, to sytuacja kadrowa w kontrolowanych przez państwo przedsiębiorstwach wciąż daleka jest od stabilizacji. Najgoręcej jest w PZU i firmach, na których funkcjonowanie największy polski ubezpieczyciel ma istotny wpływ. Najpierw szefem PZU przestał być Michał Krupiński, a po zamknięciu transakcji, w wyniku której doszło do repolonizacji Pekao, z funkcji prezesa banku odwołany został Luigi Lovaglio. Kupującym było konsorcjum PZU – Polski Fundusz Rozwoju. Nowy zarząd ma także Alior, gdzie PZU ma jedną czwartą udziałów. Z dalszego kierowania bankiem zrezygnował Wojciech Sobieraj, który prezesem Aliora był od jego powstania w 2008 r.
Posady w tym roku stracili także prezesi Giełdy Papierów Wartościowych, Jastrzębskiej Spółki Węglowej i Energi. Takie są skutki walki o wpływy w kontrolowanych przez państwo spółkach między różnymi grupami interesów w ramach obozu władzy. W zeszłym roku rachunek, który zapłacili wszyscy akcjonariusze tych firm przede wszystkim za czyszczenie zarządów z menedżerów wybranych jeszcze przez koalicję PO–PSL, opiewał przynajmniej na 45 mln zł. W tym roku na razie koszty kadrowej karuzeli są zaskakująco niskie.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.