Samorządy chciałyby się pozbyć prywatnych firm z najbardziej dochodowych tras komunikacyjnych. Sprzeciwiają się temu UOKiK i środowisko przewoźników autobusowych. A w podtekście są pieniądze i nowe przepisy.
Starostowie znowu walczą o prawo do wyłącznego organizowania publicznego transportu zbiorowego na swoim terenie (można to w uproszczeniu porównać do in house przy samorządowej gospodarce odpadami). Chcą w ten sposób wyeliminować konkurencję. Obecne przepisy pozwalają najczęściej małym, prywatnym przewoźnikom autobusowym wykonującym kursy na podstawie zgłoszenia przewozu konkurować z wyznaczonymi przez samorząd przewoźnikami – często pekaesami. Konkurencyjni więc dla pekaesów przewoźnicy mogą zatem jeździć na tych trasach, które są dla nich najbardziej dochodowe. Dla przewoźnika użyteczności publicznej (ustawowo – operatora) skutek jest taki, że nie ma szans zarobić na sprzedaży biletów, bo jeździ w tereny mniej zaludnione i wtedy straty musi pokryć samorząd. Ten z kolei woli raczej zlikwidować linię, niż łatać kolejną dziurę w budżecie. W ostatecznym rozrachunku tracą na tym mieszkańcy. Szczególnie ci, dla których jedynym dojazdem do odległego centrum gminy czy powiatu staje się traktor lub rower.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.