Działania na rzecz przewalutowania kredytów frankowych będą kontynuowane, ale na drugiej szali musi stanąć kwestia bezpieczeństwa całego kraju, całej gospodarki i całego sektora finansowego - mówi w rozmowie z PAP Przemysław Bryksa z Kancelarii Prezydenta.
Bryksa, który w kancelarii Andrzeja Dudy koordynował prace nad projektami "frankowymi", tłumaczy, że na razie złożony został tylko projekt ustawy, zakładający zwrot spreadów, bo złożenie projektu regulującego zasady przewalutowania kredytów mogłoby nawet zagrozić istnieniu niektórych banków.
"Bezpieczeństwo banków to jest bezpieczeństwo depozytów. To bezpieczeństwo i tych, którzy w ogóle nie mają żadnych kredytów, i tych, którzy mają kredyty złotowe, i wreszcie także samych frankowiczów" - mówi urzędnik KPRP.
P.B.: Po pierwsze nie tylko zwrot spreadów, ale cały pakiet działań, które zostały przedstawione przez KPRP i NBP. Ale może historycznie: Wynika to z procesu konsultacji propozycji Kancelarii Prezydenta ze stycznia 2016 r. Pierwotnie ze strony KNF dostaliśmy wyraźny sygnał i w zasadzie brak jakiejkolwiek woli prowadzenia dialogu w tej sprawie. Występowaliśmy z inicjatywą uruchomienia nieformalnych, roboczych kontaktów z UKNF i ta próba została tam również od góry zablokowana.
Konsultowaliśmy się też równolegle z NBP. Po opublikowaniu przez NBP raportu o stabilności systemu finansowego i dołączonych do niego wyliczeń, które koszty propozycji KPRP określały bodajże na 44 mld zł, spotkaliśmy się z Departamentem Stabilności Finansowej NBP i wtedy nie było również po stronie NBP woli dialogu i współpracy. To się zmieniło wraz z objęciem funkcji prezesa przez prof. Adama Glapińskiego. Wówczas uruchomiliśmy istotne, ożywione konsultacje. Do prezydenta trafiły bardzo poważne informacje i argumenty ostrzegające przed kryzysem finansowym, który mógłby być wywołany szybkim i dość radykalnym przewalutowaniem kredytów.
P.B.: Nie. Prezes Glapiński przedstawił konkretne rozwiązanie alternatywne. Wcześniejsze opinie, czy ze strony KNF czy przedstawicieli NBP, opierały się tylko i wyłącznie na przekazie: "Nie wolno tego przeprowadzić i nie ma sposobu rozwiązania tego problemu".
Prezes Glapiński przyszedł z konkretnym pakietem i to zaważyło na decyzji prezydenta, który powiedział: "Ok, zróbmy tak. To jest droga, która wydaje się bezpieczniejsza". Pozwolił na wdrożenie tych propozycji, ale wyraźnie zadeklarował, że będzie się temu mocno przyglądał. Dodał, że jeśli działania nieustawowe nie będą przynosiły efektów, to powróci z mocą koncepcja rozwiązania przy pomocy ustawy. Tak więc decyzja pana prezydenta zapadła. Został zgłoszony projekt ograniczający się tylko do spreadów. Poza tym, propozycja prezesa Glapińskiego, jeśli zostanie wdrożona decyzjami odpowiednich organów, wydaje się metodą lepszą.
P.B.: Jeśliby weszła nieobudowana ustawa, która rozkładałaby przewalutowanie nawet na wiele lat, umożliwiając je kolejno konkretnym grupom klientów, banki musiałyby oszacować całościowe finansowe konsekwencje dla siebie i stratę z tego tytułu zaksięgować natychmiast, w tym roku, w którym ustawa wejdzie w życie. Byłaby to zatem strata księgowa dotycząca przyszłych okresów, ale wpływałaby na obecną sytuację finansową i kapitałową banków – więc nie byłoby rozłożenia w czasie.
P.B.: Tak, ale nie tylko. Wartość złotego ma dla nas duże znaczenie, ponieważ wpływa na koszty obsługi bieżącej długu publicznego, a w przypadku Polski spora jego część jest za granicą. Jednak, poza tym, ważna jest też kwestia zagrożenia kondycji finansowej banków. Nawet dwóch średnich banków, które miałyby problemy, nie udałoby się łatwo dokapitalizować i uratować. Mówimy o kwotach kilkudziesięciomiliardowych depozytów w jednym banku, które trzeba umieć jakoś zabezpieczyć. A na to nie ma środków. Bankowy Fundusz Gwarancyjny ma kapitały na poziomie 10-11 mld zł.
P.B: Zgodzę się, że dla każdego kredytobiorcy rozwiązanie ustawowe - które dzięki przewalutowaniu mogłoby im zredukować narosły kapitał kredytu np. o 40 proc. przy utrzymaniu wysokości raty na tym samym poziomie - byłoby optymalne. Oni tego oczekują. Natomiast jeśli dostaną kilka procent od kapitału kredytu początkowego, jako zwrot spreadu niesłusznie naliczonego im przez banki, to niewątpliwie korzyść jest znacznie mniejsza. Wielu z nich ma naprawdę trudną sytuację. My nigdy nie przyjmowaliśmy argumentów formułowanych przez bankowców, że kredyty hipoteczne, odnoszone do walut obcych, są najlepiej spłacane, bo ludzie, którzy je spłacają są dobrze sytuowani. I dlatego jest "bat" zawieszony nad bankami, który przez wzrost wymogów kapitałowych skłoni je do działania i przewalutowywania kredytów z własnej woli. Więc osiągnięcie celu zakładanego przez pana prezydenta dla tzw. frankowiczów jest możliwe i realne.
P.B.: Ja zawsze podkreślałem, że widzimy w tym portfelu kredytowym i w tym konglomeracie banki-kredytobiorcy-państwo bardzo poważne zagrożenie systemowe. Dostrzegamy to. Moim zdaniem niewiele brakuje, żeby wielu kredytobiorców, szczególnie tych, którzy mają kredyty frankowe, przestało je spłacać. I nie tyle, że podejmą taką decyzję, ile zostaną do tego zmuszeni przez pogarszającą się sytuację finansową. Stąd wszystkie nasze działania. Podkreślam, że te działania na rzecz przewalutowania tych kredytów będą kontynuowane. Ale na drugiej szali musi stanąć - i w naszym myśleniu zawsze stawała - kwestia bezpieczeństwa całego kraju, całej gospodarki i całego sektora finansowego. Bezpieczeństwo banków to jest bezpieczeństwo depozytów. To bezpieczeństwo i tych, którzy w ogóle nie mają żadnych kredytów, i tych, którzy mają kredyty złotowe, i wreszcie także samych frankowiczów.
P.B.: Nastąpiła lekka korekta w stosunku do naszych pierwotnych założeń. W styczniu przedstawialiśmy zakres działania ustawy jako 1 stycznia 2000 r. do 26 sierpnia 2011 r. Ta końcowa data była od początku przez nas uwzględniana jako związana z ustawą antyspreadową. Ta korekta z 1 stycznia na 1 lipca 2000 r. jest związana z wejściem w życie nowelizacji Kodeksu cywilnego, która wprowadziła jednoznaczne rozumienie tego, co jest klauzulą niedozwoloną (abuzywną) i jakie to powinno mieć konsekwencje prawne. A więc od tamtego czasu - od 1 lipca 2000 r. banki i ich służby prawno-finansowe miały dokładną świadomość, jakie konsekwencje mogą na siebie ściągnąć, stosując klauzule niedozwolone w umowach z klientami. Są na to jednoznaczne wyroki Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Na tym opieramy podstawę tego projektu ustawy.
Ustawa antyspreadowa z kolei z wprowadziła możliwość spłacania kredytu w walucie, do której jest odnoszony ten kredyt, czyli pozwalała klientowi na ominięcie spreadów bankowych. Nakazano także umieszczać w umowach kredytowych pełne informacje o ustalaniu poziomu kursu waluty, który miałby służyć wyliczeniu kwoty kredytu, transz i rat do spłaty. Tak więc od tej daty kredytobiorca powinien być w pełni świadomy spreadów stosowanych przez bank i mógł z rozmysłem wybierać.
P.B.: Próbowaliśmy się w ten sposób zbliżyć do średniej rynkowej wysokości kredytu. Po drugie wprowadzenie tego limitu, powiem w sposób jasny, jest pewnym elementem miarkowania rynkowego. Mamy świadomość tego, że jednorazowy koszt wypłat spreadów też jest duży. Nie da się tego rozłożyć w czasie.
P.B.: KNF liczyła to na podstawie projektu styczniowego. Tymczasem wersja styczniowa zakładała jako kurs bazowy do wyliczenia spreadów kurs średni NBP. Wtedy te odchylenia rzeczywiście wychodziły duże. W wyniku konsultacji i analizy danych doszliśmy do wniosku, że wzięcie kursu średniego NBP nie jest prawidłowe, jeśli chodzi o założenie ekonomiczne. Dlatego przenieśliśmy to na widełki kursu kupna i kursu sprzedaży NBP, co już jest odchyleniem od kursu średniego o 1 procent w każdą stronę, czyli łącznie spread jest 2-proc. i do tego dołożyliśmy jeszcze 0,5-proc. dopuszczalną marżę banku. Dodatkowo, z tych 15 mld zł, które policzyła KNF, ponad połowa to były odsetki w pełnej wysokości ustawowej. Teraz zakładamy odsetki w wysokości połowy ustawowych, co odpowiada poziomowi oprocentowania pierwszego roku bezpiecznej inwestycji w obligacje skarbowe. Ma to być rekompensata za utracone korzyści. Wreszcie nałożono limit 350 tys. zł kwoty kredytu na osobę. To też ogranicza koszty.
P.B. Według nas, w modelowym ujęciu, przy kredycie indeksowanym powinien być używany kurs sprzedaży, bowiem teoretycznie następowało przeliczenie złotówek na walutę – podobnie jak przy spłatach rat miesięcznych kredytu. Przy denominowanym odwrotnie – bank niejako "kupował" walutę od klienta, któremu to przyznał ją kredytem. Nie było intencji uprzywilejowywania kogokolwiek. Natomiast mamy świadomość, że ostateczny kształt ustawa otrzyma w czasie prac sejmowych i senackich, na które zarówno Prezydent, jak i Kancelaria, nie mają bezpośredniego wpływu.
P.B.: Trudno mi wyrokować w tej sprawie. Chciałbym, by był on procedowany w Sejmie i w Senacie jak najszybciej. Być może on ulegnie zmianie.
P.B.: Zakładaliśmy pełny udział kredytobiorców składających wnioski, zwrot spreadów z lat 2000-11, a dalej już tylko naliczanie odsetek.
P.B.: Tak. Spread wypłatowy stosunkowo łatwo wyliczyć, ale spread ratalny oraz spready narzucone przy różnych opłatach i składkach, pobieranych w cyklu życia kredytu, to dane indywidualne. Nie ma dziś możliwości wyliczenia pełnego spreadu, gdy ma się do dyspozycji np. tylko kwotę kredytu. Ale zwracane będą wszystkie rodzaje spreadów.
P.B. Dlatego, że założyliśmy pełną dobrowolność. Jeżeli ma być ona honorowana, to wszystko powinno być na wniosek. Z drugiej strony: dlaczego bank ma ponosić koszty w przypadku osób, które nie chcą żadnego zwrotu.
P.B.: Takie jest założenie.
P.B.: Nic nie stoi na przeszkodzie, by odpowiednie organy państwa podjęły działania informacyjne.
P.B.: W projekcie tego teraz nie ma, ale to jest jedna z opcji.
P.B.: Tak. I oczywiście czynnych.
P.B.: Założyliśmy, że dla wszystkich kredytów, które są nadal spłacane, nastąpi bilansowanie z kapitałem. Czyli bank przeprowadzi całą procedurę wyliczeń i w efekcie zredukuje klientowi wysokość kapitału o kwotę wyliczonych spreadów wraz z odsetkami, oczywiście wyliczonych w walucie obcej. Natomiast w przypadku kredytów, które są spłacone lub prawie spłacone (kiedy kwota spreadów przewyższy pozostały kapitał), będzie następować wypłata, albo w formie gotówkowej, albo na wskazane konto.
P.B.: Jak zaciągnął nowy kredyt, by spłacić stary, powinien złożyć wnioski w obu bankach. Oczywiście jeśli oba kredyty mieszczą się w warunkach ustawy.
P.B. Poprzednio konsultowaliśmy różne rozwiązania, ale ta konkretna propozycja nie była z nimi konsultowana. Tym niemniej my nie traktujemy tego rozwiązania jako oderwanego od całości. Spready mają być oddane klientom i temu ma służyć ustawa, natomiast restrukturyzacja kredytów ma być przeprowadzona. To jest wola podtrzymana przez pana prezydenta. Czekamy na dokładne propozycje NBP i ocenę tego przez Komitet Stabilności Finansowej. Jak okaże się, że banki nie reagują na podejmowane działania w sposób pozytywny, wrócimy do koncepcji ustawowej.
P.B.: Naszym zdaniem projekt powinien być procedowany sprawnie, bo wydaje nam się, że jest oczywisty i niekontrowersyjny, i liczymy, że zostanie uchwalony przez parlament, tak by od początku stycznia 2017 roku ustawa mogła obowiązywać.
P.B.: Mamy taką nadzieję.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu