Think tanki i władza, czyli róbmy swoje

prawo, przepisy, sąd, wyrok, orzeczenie
Ogłoszony przed kilkoma dniami, dyskutowany przez 1,5 roku projekt reformy szkolnictwa wyższego został przez wicemarszałka Sejmu i szefa klubu PiS spostponowany jako nieuzgodniony i nieznany nikomu ani w partii, ani w rządzieShutterStock
26 września 2017

Po latach prób ucywilizowania sposobu tworzenia prawa mamy teraz do czynienia z apogeum odwrotu od rzetelnego procesu legislacyjnego i debaty publicznej.

Tylko republiki bananowe uchwalają poważne ustawy bez analizy kosztów i poważnej debaty – zaćwierkał na Twitterze Lawrence H. Summers, profesor ekonomii, były rektor Uniwersytetu Harvarda, ale i były sekretarz skarbu Stanów Zjednoczonych. Konkretny kontekst tej wypowiedzi jest mniej ważny, chodzi o przesłanie. Wydawałoby się, że oczywiste. Żeby uchwalić ustawę, a zwłaszcza duże, poważne regulacje, dobrze jest przeprowadzić rzetelne analizy, zbadać, co chcemy zmienić, jak działa to, co mamy, zrobić symulację, jak będzie po zmianie, ile nas to będzie kosztować i czy się opłaci. Dobrze dopuścić różne głosy, przeprowadzić debatę. Mogą wziąć w niej udział fachowcy z danej dziedziny, praktycy i teoretycy, świat nauki, think tanki, media i obywatele. Debata publiczna, tak jak i lobbing różnych grup interesów, w naturalny sposób poszerza spojrzenie, wskazuje na różne wartości, czasem pozostające w konflikcie. Pozwala zawczasu dostrzec zagrożenia.

Pozostało 89% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.