Sąd Najwyższy zmuszony do jawności przez blogera

4 września 2015

Niedostępne przez lata dla opinii publicznej umowy z wydawnictwami prawniczymi ujrzały właśnie światło dzienne. Wszystko dzięki blogerowi Karolowi Bregule (pseud. Adam Dobrawy), który opublikował je na stronie Ochrona.jawne.info.pl.

Wcześniej namawiał Sąd Najwyższy do publikacji rejestru umów w Biuletynie Informacji Publicznej. Bezskutecznie. Jak zapewnia, dokumenty uzyskał legalnie.

– tłumaczy Karol Breguła.

Jego zdaniem nie ma w nich jakichkolwiek elementów, których ujawnienie naruszałoby czyjekolwiek dobra.

– dodaje bloger.

SN o publikacji umów dowiedział się wczoraj od DGP. Na pytania odpowiedział w rekordowym tempie trzech godzin i kilkunastu minut. Rzecznik prasowy prof. Dariusz Świecki zapewnił, że SN podtrzymuje dotychczasowe stanowisko.

– przekonuje rzecznik.

Przypomina, że oprócz prawa do informacji należy liczyć się także z ochroną praw innych osób, porządku publicznego, bezpieczeństwa lub ważnego interesu gospodarczego państwa.

Szach mat

Dla obserwatorów sporu publikacja umów ma wymiar symboliczny: jakby Dawid pokonał Goliata.

– ocenia Szymon Osowski, prezes Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska.

– stwierdza Piotr Waglowski, prawnik, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet.

Tłumaczy, że domaganie się takiej przejrzystości nie może być uznane za wywieranie społecznej presji na wymiar sprawiedliwości. Dostępność do takich umów jest bowiem gwarantowana przez ustawę zasadniczą.

Osowski postuluje, aby I prezes Sądu Najwyższego wycofał wniosek skierowany do Trybunału Konstytucyjnego, ponieważ sprawa wywołana została m.in. pytaniami o te umowy, które już i tak wyszły na światło dzienne.

Wśród opublikowanych kontraktów największe zainteresowanie budzą te na wydawanie urzędowych zbiorów orzecznictwa Sądu Najwyższego.

Batalia ePaństwa

Do sieci wrzucone zostały m.in. umowy SN z Wydawnictwem Prawniczym PWN, LexisNexis Polska i redakcją „Palestry”. Batalię sądową o ich ujawnienie od ponad czterech lat toczy Fundacja ePaństwo (zob. grafika). Najpierw wystąpiła o udostępnienie orzeczeń SN wydanych po 2000 r., które chciała opublikować w ramach tworzonego portalu MojePaństwo, tak aby dostęp do najważniejszego orzecznictwa w Polsce mieli nie tylko użytkownicy specjalistycznych, płatnych programów. Gdy natrafiła na odmowę, zaczęła drążyć temat relacji SN z wydawnictwami prawniczymi. Mimo kolejnych wygranych przed sądami administracyjnymi do dziś – formalnie – nie ujrzała tych umów.

– zauważa Daniel Macyszyn, prezes Fundacji ePaństwo.

Przypomina, że zgodnie z art. 7 ustawy o Sądzie Najwyższym (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 499) Sąd Najwyższy wydaje zbiór swoich orzeczeń.

– podkreśla Macyszyn.

Tymczasem treść umów może sugerować, że charakter współpracy SN z firmami, które wydają jego zbiory orzeczeń, jest niewłaściwy.

– komentuje prezes fundacji.

I dodaje: to mniej więcej tak, jakby Rządowe Centrum Legislacji wydelegowało wydawanie Dziennika Ustaw do prywatnego wydawnictwa, a obywatele musieli kupować od niego treści ustaw.

– przekonuje Waglowski.

Jednak SN odpiera zarzuty: wyroki SN były zawsze powszechnie dostępne – jeśli nie przez internetową bazę orzecznictwa, to poprzez składanie wniosków o dostęp do nich. Natomiast aktualnie orzecznictwo jest dostępne przez bazę internetową.

– twierdzi rzecznik Sądu Najwyższego.

Z tego powodu jego zdaniem zarzuty o stwarzanie warunków sprzyjających nieuczciwej konkurencji są bezprzedmiotowe. 

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.