Najkrócej urzędująca sędzia Trybunału Konstytucyjnego w historii po raz kolejny podejmuje próbę powrotu do gmachu przy alei Szucha. I sięga po argumenty prawne sformułowane przez obecnego prokuratora generalnego
Sprawa Lidii Bagińskiej, która pełniła urząd sędziego TK zaledwie sześć dni, ciągnie się od niemal 10 lat (patrz: infografika). A wszystko dlatego, że sama zainteresowana po niespełna roku od zrzeczenia się stanowiska w TK zmieniła zdanie i swoje oświadczenie cofnęła. Następnie skierowała do sądu powszechnego bezprecedensowy pozew o ustalenie prawa do wykonywania mandatu sędziego TK. Batalię tę przegrała.
Wydawało się, że ostatecznie spór przeciął Sąd Najwyższy, który w postanowieniu z 5 listopada 2009 r. uznał, że sprawa o ustalenie istnienia prawa do wykonywania mandatu sędziego TK nie jest sprawą cywilną i nie podlega kognicji sądów powszechnych (sygn. akt I CSK 16/09). Lidia Bagińska postanowiła jednak walczyć dalej, wykorzystując tym razem ścieżkę administracyjną.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.