Zawłaszczone przez komunistyczne władze mienie wciąż niezwrócone właścicielom to przykład porażki polskiej transformacji. Zwrot nie opłacał się ani lewicowym, ani prawicowym rządom. Teraz szanse na przeprowadzenie tego procesu z roku na rok maleją.
W ciągu ostatniego tygodnia reprywatyzacja stała się jednym z głośniejszych tematów w mediach, choć tylko pośrednio. Powodem była historia telefonu szefa kancelarii premiera Tomasza Arabskiego do prezesa PAP. Arabski zażądał, by podczas wizyty premiera w Izraelu dziennikarz agencji nie zadawał Tuskowi pytania o kwestię ustawy reprywatyzacyjnej. Dziennikarze zainteresowali się naciskami szefa kancelarii na media, a kwestia zasadnicza przemknęła przez serwisy nie jako problem, ale tło wydarzeń. Tak właśnie z reprywatyzacją w Polsce działo się przez ostatnich 20 lat, a zachowanie Tomasza Arabskiego świadczy o tym, że nadal nie ma woli, by sprawa znalazła finał. Byłym właścicielom i ich spadkobiercom rząd ma dziś do zaoferowania szokująco niewiele. W projekcie, który mieli się powoli w rządowych trybach, mowa w zasadzie nie o odszkodowaniach, a o symbolicznych rekompensatach, których wartość będzie zależała od ilości liczby złożonych wniosków.
Porażka
Reprywatyzacja to największa porażka polskiej transformacji. Wraz z jej zaniechaniem kończy się szansa na poważne odnowienie klasy średniej. Po 1989 roku Polska miała szanse na odtworzenie warstwy ludzi względnie zamożnych i niezależnych. Zyskałby na tym polski Produkt Krajowy Brutto, ale nie tylko. Klasa średnia, co z lubością podkreślają politolodzy, ale też o czym lubią mówić politycy, to podstawa demokracji. Z nią państwo jest silniejsze.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.