Autopromocja

Przez lata żyli w spirali zadłużenia, wreszcie ogłosili upadłość konsumencką. Dziś wielu żałuje

straty bankructwo
Przy ocenie narzędzia, jakim jest upadłość konsumencka, warto wziąć pod uwagę, że osoby, które po nie sięgają, zwykle od kilku lat borykają się z problemami finansowymi. ShutterStock
25 sierpnia 2018

Przez lata żyją w spirali zadłużenia, z której nie potrafią się wydostać – dla takich ludzi upadłość konsumencka miała być sposobem na zdjęcie z szyi zaciskającej się pętli. Jednak dziś wielu żałuje, że postanowiło oficjalnie zbankrutować.

Może nie miało być pięknie, ale wreszcie spokojnie. W końcu ludzie upadają, a potem otrzepują się i idą dalej. Historia Dagmary ma tragiczny początek, a do szczęśliwego finału wciąż daleko. Niespełna siedem lat temu nieźle radziła sobie w życiu. Wykształcona, od zawsze na etacie, solidna pensja. Mąż biznesmen. Dwa mieszkania na kredyt. W jednym mieszkała z rodziną, drugie było wynajmowane i zarabiało na siebie. W BIK-u idealny porządek. Długa i wzorcowa historia kredytowa. Dla banku wymarzony kredytobiorca. Gdy urodziła dziecko, postanowiła wykorzystać urlop wychowawczy. Jej synek miał dwa lata, gdy ten ułożony świat się zawalił – mąż zginął w wypadku samochodowym. Dagmara niewiele pamięta z tego czasu. Poszła na terapię, podjęła leczenie, żeby jakoś funkcjonować. Przede wszystkim musiała błyskawicznie wrócić do pracy, bo została sama z rachunkami i kredytami. A były coraz większe, bo kurs franka do złotówki rósł nieubłaganie. – Rodzice pomagali, jak mogli, ale nie jestem bogata z domu – uśmiecha się smutno. Szybko okazało się, że nie da rady spłacać wszystkich zobowiązań. – Po tym, jak nie zapłaciłam trzech rat, bank momentalnie wypowiedział mi kredyty. Przewalutował je (z franków na złotówki), naliczył kary i odsetki. Dziś myślę, że po prostu nie dał mi szansy stanąć na nogi. Ale to był 2014 r. Obowiązywał jeszcze bankowy tytuł egzekucyjny (BTE zniknął dwa lata później, po tym jak o jego niezgodności z konstytucją orzekł Trybunał Konstytucyjny).

Dla Dagmary zaczęła się gehenna. – Telefony z pytaniem, kiedy oddam długi, zawoalowane groźby, ponaglenia… – wylicza. Zaprzyjaźniony prawnik, entuzjastycznie nastawiony do nowelizacji ustawy upadłościowej (uproszczona procedura weszła w życie 31 grudnia 2014 r.), zasugerował, że to rozwiązanie dla niej. Że wprawdzie będzie musiała zaczynać od zera, ale pozbędzie się wierzycieli, komornika, konieczności nieustannego pisania wniosków, próśb o przedłużenie terminu zapłaty. Wniosek złożyła w marcu 2015 r., licząc na szybkie oddłużenie i uwolnienie się od stresu. Jednak to, co miało być prostą, niemal administracyjną procedurą, trwa już przeszło trzy lata. Dagmara nie była na to przygotowana.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: MAGAZYN Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.