Kard. Stanisław Dziwisz po raz kolejny nie pojawił się w Sądzie Okręgowym w Krakowie, gdzie miał zostać przesłuchany jako świadek w procesie wytoczonym Archidiecezji Krakowskiej przez Janusza Szymika, byłego ministranta z Międzybrodzia Bialskiego. Powód domaga się 20 mln zł zadośćuczynienia za krzywdy, których miał doznać ze strony ks. Jana Wodniaka. Sąd uznał sposób traktowania wezwania za niepoważny i przypomniał, że wobec świadka można stosować grzywny, a w ostateczności także przymusowe doprowadzenie przez policję.
Przed Sądem Okręgowym w Krakowie toczy się sprawa cywilna, której znaczenie wykracza poza samą ocenę działań jednego duchownego. Janusz Szymik pozwał Archidiecezję Krakowską, ponieważ to z niej wywodził się ks. Jan Wodniak, duchowny wskazywany przez niego jako sprawca wieloletniego wykorzystywania seksualnego. Powód żąda 20 mln zł zadośćuczynienia. To jedna z najwyższych kwot dochodzonych w Polsce w sprawach dotyczących odpowiedzialności instytucji kościelnej za krzywdy seksualne wyrządzone osobie małoletniej.
Sprawa dotyczy wydarzeń z lat 1984–1989. Janusz Szymik twierdzi, że jako dziecko był wykorzystywany przez ks. Jana Wodniaka setki razy. Duchowny przez wiele lat pełnił funkcję proboszcza w Międzybrodziu Bialskim. Według dostępnych informacji został wyświęcony w 1974 r. w archidiecezji krakowskiej, a w latach 1984–2014 kierował parafią w Międzybrodziu Bialskim. W 1992 r. został inkardynowany do diecezji bielsko-żywieckiej.
To właśnie z tego powodu sprawa ma także wymiar instytucjonalny. Sąd bada nie tylko opis krzywdy przedstawiany przez byłego ministranta, ale również kwestię reakcji kościelnych przełożonych na zgłoszenia dotyczące ks. Jana Wodniaka. Wcześniej Janusz Szymik prowadził już proces przeciwko diecezji bielsko-żywieckiej. Sprawa ruszyła w czerwcu 2021 r., gdy były ministrant domagał się 3 mln zł. Ostatecznie otrzymał 400 tys. zł.
Kardynał Stanisław Dziwisz ponownie nieobecny na przesłuchaniu
Kard. Stanisław Dziwisz miał zostać przesłuchany już podczas poprzedniej rozprawy. Hierarcha nie stawił się jednak w sądzie, a krakowska kuria tłumaczyła jego nieobecność złym stanem zdrowia. Sąd zobowiązał wówczas świadka do przedstawienia usprawiedliwienia lekarskiego pod rygorem grzywny. Pełnomocnik pozwanej archidiecezji sygnalizował także możliwość przesłuchania kardynała w innej formule, bez konieczności osobistego stawiennictwa w sądzie.
Na kolejnej rozprawie sytuacja się powtórzyła. Kard. Stanisław Dziwisz znowu nie pojawił się na przesłuchaniu. Sędzia zwróciła uwagę, że do sądu trafiło pismo, z którego wynika, iż były metropolita krakowski ma od 2 do 31 lipca przebywać na wcześniej zaplanowanym wyjeździe, w tym w Stolicy Apostolskiej. W ocenie sądu taka informacja pozostaje w sprzeczności z argumentem, że stan zdrowia uniemożliwia udział w przesłuchaniu.
Sąd przypomniał, że wobec świadka, który nie wykonuje obowiązków procesowych, możliwe są nie tylko grzywny. W skrajnej sytuacji sąd może zarządzić przymusowe doprowadzenie przez policję. Sędzia zaznaczyła, że taki scenariusz w odniesieniu do byłego metropolity krakowskiego nie wyglądałby poważnie, ale jednocześnie ostrzegła, że sąd ma do dyspozycji takie narzędzie. Nowy termin przesłuchania kard. Stanisława Dziwisza ma zostać wyznaczony wkrótce.
Zły stan zdrowia i planowany wyjazd do Watykanu
Najbardziej problematycznym elementem stało się zestawienie dwóch informacji: powoływania się na problemy zdrowotne oraz planowania miesięcznego wyjazdu, obejmującego również pobyt w Watykanie. Sąd wskazał, że jeśli świadek może odbywać podróże, to rodzi to pytania o zasadność usprawiedliwienia nieobecności na rozprawie. To dlatego sędzia uznała sposób postępowania świadka za niepoważne traktowanie sądu.
W tej sprawie kluczowe jest nie tylko samo stawiennictwo kard. Stanisława Dziwisza, ale również odpowiedź na pytanie, co wiedziały władze kościelne i kiedy mogły podjąć działania wobec ks. Jana Wodniaka. Według relacji Janusza Szymika sprawa była wcześniej zgłaszana kościelnym hierarchom. Pokrzywdzony miał dwukrotnie zwracać się do biskupa bielskiego Tadeusza Rakoczego, ale — jak twierdzi — bez skutecznej reakcji.
W 2012 r. o sprawie miał dowiedzieć się kard. Stanisław Dziwisz. Mimo to ks. Jan Wodniak nie został wtedy odwołany z funkcji proboszcza ani ukarany w sposób, który skutkowałby natychmiastowym odsunięciem go od pracy duszpasterskiej. Dopiero w 2014 r. biskup Roman Pindel odsunął duchownego od obowiązków. To właśnie ten okres i sposób reakcji przełożonych mogą mieć znaczenie dla oceny odpowiedzialności Archidiecezji Krakowskiej.
Sprawa ks. Jana Wodniaka i odpowiedzialność Kościoła
Proces przed krakowskim sądem nie jest postępowaniem karnym przeciwko ks. Janowi Wodniakowi. Jest sprawą cywilną, w której Janusz Szymik próbuje wykazać odpowiedzialność Archidiecezji Krakowskiej za krzywdę oraz za brak właściwej reakcji instytucji. W centrum sprawy znajduje się pytanie, czy archidiecezja może ponosić odpowiedzialność finansową za działania duchownego i za sposób, w jaki kościelni przełożeni reagowali na informacje o przemocy seksualnej.
Według Interii ks. Jan Wodniak przyznał się do wykorzystywania nieletniego, a wobec niego przeprowadzono proces kanoniczny i nałożono karę kościelną. Wcześniejsze publikacje Onetu oraz materiały dziennikarza Szymona Piegzy opisywały natomiast mechanizm, w którym — zdaniem pokrzywdzonego — zgłoszenia przez lata nie prowadziły do realnej ochrony ofiary ani do szybkiego odsunięcia duchownego od parafii.
Znaczenie sprawy jest szersze również dlatego, że dotyczy relacji między odpowiedzialnością indywidualną sprawcy a odpowiedzialnością instytucji. W polskich sądach coraz częściej pojawiają się pozwy, w których osoby skrzywdzone przez duchownych domagają się nie tylko uznania ich krzywdy, lecz także finansowej odpowiedzialności kościelnych osób prawnych. W tym przypadku kwota 20 mln zł pokazuje skalę roszczenia i wagę zarzutów stawianych archidiecezji.
20 mln zł zadośćuczynienia za krzywdę byłego ministranta
Janusz Szymik konsekwentnie domaga się uznania, że jego krzywda nie była wyłącznie wynikiem działań jednego księdza, ale także skutkiem zaniechań instytucji. W jego ocenie kościelni przełożeni mogli wcześniej zareagować na informacje o nadużyciach i zapobiec dalszemu pozostawaniu ks. Jana Wodniaka w duszpasterstwie. Dlatego pozew został skierowany przeciwko Archidiecezji Krakowskiej, a nie jedynie przeciwko duchownemu.
Dla sądu istotne może być ustalenie, jaki był status ks. Jana Wodniaka w czasie opisywanych zdarzeń, kiedy i do kogo trafiały zgłoszenia, jakie czynności podejmowano po ich otrzymaniu oraz czy reakcja kościelnych przełożonych była adekwatna. Zeznania kard. Stanisława Dziwisza mogą mieć znaczenie właśnie dla tej części procesu. Były metropolita krakowski może zostać zapytany o wiedzę dotyczącą sprawy, obieg informacji w kurii oraz decyzje podejmowane po zgłoszeniach.
Na obecnym etapie sąd nie rozstrzyga jeszcze zasadności roszczenia. Postępowanie koncentruje się na gromadzeniu materiału dowodowego i przesłuchiwaniu świadków. Kolejny termin przesłuchania kard. Stanisława Dziwisza zostanie wyznaczony osobno. Jeżeli świadek ponownie nie stawi się bez skutecznego usprawiedliwienia, sąd będzie musiał zdecydować, czy sięgnąć po środki dyscyplinujące przewidziane w procedurze.
Źródła: Onet, RMF24, TVN24, Interia, Prawo.pl, Newsweek
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu