Rybiński: Kto w Polsce pracuje? Ciekawe wnioski płynące z nudnych raportów

Krzysztof Rybiński
Krzysztof RybińskiDGP
22 grudnia 2011

Od czasu do czasu warto sobie wejść na stronę www.stat.gov.pl, czyli odwiedzić internetowo Główny Urząd Statystyczny, by pooglądać ostatnie dane. Co prawda media komentują wiele raportów o gospodarce, ale najczęściej podają jedną liczbę, a komentarz żyje jeden dzień. Tymczasem dzieje się wiele ciekawych lub niepokojących rzeczy, o których warto pamiętać.

Spójrzmy na raport o rynku pracy w III kw. 2011 roku opublikowany w końcu listopada. To Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL), które jest opracowane na podstawie ankiet przeprowadzonych w 55 tysiącach gospodarstw domowych. Po pierwsze warto zwrócić uwagę, że w III kw. pracowało według szacunków prawie 16,3 mln Polaków (w pełnym i niepełnym wymiarze czasu). To najwięcej w historii Polski. Ale warto też zauważyć, że liczba zatrudnionych mężczyzn przekroczyła 9 mln (wzrost w ciągu roku o ponad 100 tysięcy), a liczba zatrudnionych kobiet spadła w ciągu roku o 50 tysięcy (do 7,3 mln). Zatem wzrost gospodarczy w minionym roku ma taką strukturę, że generuje „męskie” miejsca pracy, a niszczy „kobiece”. Z innego raportu GUS wynika, że najwięcej miejsc pracy powstało w budownictwie (w ciągu roku wzrost o 8 proc.), a ubyło w górnictwie i administracji publicznej liczonej łącznie z ZUS i obroną narodową (w ciągu roku spadek o 2 proc.). To pierwszy od dwudziestu lat spadek zatrudnienia w administracji, być może zwalniają głównie kobiety, na przykład wysyłając je na emeryturę, do której mają prawo wcześniej. Hipotezę tę potwierdza fakt, że zatrudnienie w sektorze publicznym spadło w ciągu roku o 150 tysięcy, a w prywatnym wzrosło o ponad 200 tysięcy (pewno były też prywatyzacje, które wpłynęły na te dane). Ale być może prawdziwa jest inna hipoteza, mówiąca o tym, że mężczyźni poszli do pracy na budowach, nieźle zarabiają, a kobiety zostały w domach, piorąc, gotując i prasując. Taką hipotezę wspierają dane pokazujące, że liczba osób biernych zawodowo (niezainteresowanych pracą) z powodu obowiązków domowych wzrosła w ciągu roku o 80 tysięcy. GUS nie podał, czy dotyczy to przede wszystkim kobiet, ale można tak przypuszczać (wiem, że teraz się narażam wojującym feministkom, ale co tam).

Pozostało 56% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.