W pierwszych dziesięciu miesiącach tego roku wydajność pracy w przemyśle, mierzona produkcją sprzedaną na zatrudnionego, była o 5,1 proc. wyższa niż przed rokiem – wynika z danych GUS. Jeszcze szybciej od wydajności rosły pensje. Wygrały firmy, które mają nowe technologie.
– To solidny wzrost, który pomógł firmom przemysłowym w wypracowaniu dużych zysków – mówi Adam Antoniak, ekonomista BPH. Według GUS w pierwszych trzech kwartałach tego roku zarobiły one na czysto ponad 55,4 mld zł – o ponad 22 proc. więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Stało się tak nawet przy wzroście jednostkowych kosztów pracy, gdyż średnie wynagrodzenia wzrosły o 5,7 proc., a więc więcej niż wydajność pracy. Koszty te liczy się jako relację wynagrodzenia do wydajności pracy, a im wskaźnik ten jest niższy, tym lepiej dla kondycji finansowej firmy.
– Wprawdzie w pierwszym kwartale jednostkowe koszty pracy spadły o 1,7 proc., ale już w drugim kwartale były one wyższe niż przed rokiem o 3,9 proc., a w trzecim wzrosły w skali roku o 2,4 proc. – mówi Karolina Sędzimir, ekonomista PKO BP. Firmy wolały podwyższać pensje pracownikom, niż zatrudniać nowych. To zjawisko spowodowało najpierw zahamowanie wzrostu zatrudnienia w przemyśle, a następnie doprowadziło do jego spadku. Potwierdzają to dane GUS. Według nich od lipca do końca października zatrudnienie w firmach przemysłowych skurczyło się o 13 tysięcy, ale i tak w pierwszych dziesięciu miesiącach było o 2,4 proc. wyższe niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Prawdopodobne jest, że nie da się zatrzymać spadku zatrudnienia w następnych miesiącach.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.