Biurokracja przeraziła powodzian. Nie biorą zasiłków

10 czerwca 2010

Informacje wydają się wręcz niewiarygodne. Wiele osób, które straciły majątki przez powódź, nie zgłasza się po zasiłki. W Sandomierzu wnioski złożył zaledwie co czwarty poszkodowany. W zalewanym wciąż Wilkowie niewiele ponad 20 proc. W Sokolnikach na blisko pięciuset poszkodowanych do ośrodka pomocy społecznej (OPS) trafiło 60 wniosków.

Tylko w Krapkowicach na Opolszczyźnie o pomoc poprosili i dostali ją niemal wszyscy poszkodowani. – Większość otrzymała maksymalne zasiłki, czyli po 6 tysięcy – mówi nam pracownica miejscowego OPS.

Wszystko dlatego, że w różnych rejonach kraju obowiązują różne zasady przyznawania zasiłków. Choć miało być szybko i prosto. – Pierwsza faza to wskazanie przez wójta rodzin, które są poszkodowane przez powódź i nie mają środków do życia: te rodziny otrzymują od razu do 6 tys. zł – mówił 25 maja premier Tusk, ogłaszając plan pomocy powodzianom.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.