Resort zdrowia zastanawia się, w jaki sposób zalegalizować dopłaty pobierane od pacjentów przez publiczne szpitale. O to, czy te dopłaty są zgodne z konstytucją, zaczęli toczyć spór prawnicy.
Szpitale publiczne mają pieniądze na leczenie, bo podpisują kontrakty z NFZ. Temu jednak wciąż ich brakuje, więc ogranicza liczbę operacji i zabiegów wykonywanych przez nie, wprowadzając tzw. limity. Część placówek znalazła sposób na podratowanie własnych finansów i pobiera opłaty od pacjentów – za zabiegi, badania czy operacje, które teoretycznie im się należą w zamian za opłacanie składki do NFZ. Tyle że na zabieg finansowany przez fundusz trzeba czekać w szpitalnej kolejce. Na usunięcie zaćmy nawet 600 dni, na wszczepienie endoprotezy stawu kolanowego – około 1200. Łatwiej i szybciej jest więc za nie zapłacić.
Szpitale, nie mając pewności, czy przepisy pozwalają na pobieranie takich opłat, próbują je omijać. Część z nich otwiera fundacje, przez które przechodzą prywatni pacjenci. Inne podpisują umowy cywilnoprawne z lekarzami. W zamian za wydzierżawienie sprzętu czy sal operacyjnych ci wykonują zabiegi komercyjne. Za wynajęcie na jedną godzinę sali operacyjnej szpitale życzą sobie przeciętnie 400 – 600 zł.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.