Klub Poselski Lewica (KPL) przygotował projekt ustawy zakładającej, że zapłodnienia pozaustrojowe (in vitro) będą finansowanie ze środków Narodowego Funduszu Zdrowia. Projekt trafił już do marszałka Sejmu. Jego autorka Joanna Senyszyn oczekuje na stanowisko minister zdrowia Ewy Kopacz.

Jak powiedziała we wtorek PAP posłanka Senyszyn, KPL chce, by NFZ finansował zapłodnienia in vitro do trzeciej próby. Zgodnie z projektem, Fundusz miałby także zwracać koszty wstępnego leczenia farmakologicznego.

"Nasz projekt kończy dyskryminację osób niezamożnych"

"W Polsce zapłodnienia pozaustrojowe są zgodne z prawem. Nasz projekt kończy dyskryminację osób niezamożnych, których nie stać na in vitro. Oszacowaliśmy, że koszt finansowania in vitro wyniesie rocznie około 100 mln zł, na kontach NFZ znajduje się 6 mld zł niewykorzystanych pieniędzy. Mówienie o wielkich kosztach to żarty. Skończmy z dyskusją ideologiczną, a przejdźmy do rozwiązań praktycznych" - podkreślała Senyszyn.

Dodała, iż cena jednej procedury zapłodnienia pozaustrojowego wynosi około 5 tys zł, a łącznie z poprzedzającym leczeniem farmakologicznym 9 tys zł. Jak mówiła, w Polsce jest ponad milion par, których dotyczy niepłodność, która jak zaznaczyła jest chorobą znacznie pogarszającą jakość życia. Senyszyn podkreśliła, że osoby nie mogące mieć dzieci popadają w depresje, są zamknięte na otoczenie, a ich małżeństwa często się rozpadają.

"Liczę, że minister Ewa Kopacz, pozytywnie odniesie się do projektu finansowania in vitro, oczekuję na jej stanowisko. Jeszcze rok temu mówiła, że jest zwolenniczką takiego rozwiązania, ale po negatywnym zdaniu polskich biskupów wycofała się" - powiedziała posłanka.

Rzecznik ministerstwa zdrowia Jakub Gołąb podkreślił w rozmowie z PAP, że resort zapoznaje się z projektem KPL i na razie nie będzie go komentować.

"Może rzeczywiście już się powinnam uderzyć w piersi i uznać za grzesznika"

Pod koniec listopada ubiegłego roku Kopacz mówiła dziennikarzom, że chociaż jest praktykującą katoliczką, to w kwestii zapłodnień in vitro nie zgadza się z nauczaniem Kościoła. "Może rzeczywiście już się powinnam uderzyć w piersi i uznać za grzesznika, (...), ale nie widzę w tym (in vitro) niczego złego" - powiedziała.

Podkreśliła, że zna rodziny, w których dzieci "w wyniku tej metody przyszły na świat i są kochane w sposób szczególny przez swoich rodziców".

"Dla mnie priorytetem jest walka z nowotworami i choroby dziecięce" - oświadczyła minister zdrowia. Dodała, że jeżeli resort, którym kieruje, będzie dysponował odpowiednimi środkami, to weźmie pod uwagę finansowanie zapłodnień in vitro dla najuboższych rodzin.

Także wtedy premier Donald Tusk zapewniał, że "koalicja PO-PSL chce podjąć realne wysiłki na rzecz zwiększenia dzietności". Dodał też, że metoda zapłodnienia in vitro "jest warta wsparcia".