Pomysł nie jest nowy. I nie jest zły. O jednolitym podatku zamiast kilku danin (PIT i składki na ZUS oraz NFZ) mówił m.in. Mateusz Szczurek, minister finansów w poprzednim rządzie. A sama koncepcja jest jeszcze starsza. Teraz jest mozolnie przekuwana na projekt ustawy. Nie wiadomo, kiedy zostanie ujawniony. Do tego czasu debata na temat kluczowej dla większości obywateli zmiany w systemie podatkowym przypomina błądzenie we mgle.
Niektóre deklaracje brzmią tak: w system zostanie wkomponowana znacznie podwyższona kwota wolna, zostaną w nim ulgi, w tym na dzieci, i wspólne rozliczanie się małżonków, stawki dla najmniej zarabiających spadną, przedsiębiorcy, którzy dziś płacą 19-procentowy podatek liniowy, bez względu na rodzaj działalności nie stracą na zmianach lub zostaną objęci preferencjami; więcej zapłacą najlepiej zarabiający, a opodatkowanie będzie bardziej sprawiedliwe niż dotąd. Zmiany mają być neutralne dla budżetu (będzie do niego wpływać tyle samo, co dziś) i tym samym dla podatników jako ogółu. Skoro nie znamy szczegółów, możemy zakładać, że część deklaracji jest składana nie dlatego, że istnieją już pomysły na to, co i jak zrobić, ale po to, żeby uspokoić zainteresowanych. Najlepiej wszystkich. Dlatego mniej istotne jest to, że niektóre zapowiedzi są po prostu sprzeczne.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.