Autopromocja

Jedlak: Czy latte albo macchiato podrożeje

Krzysztof Jedlak, kierownik działu podatki
Krzysztof Jedlak kierownik działu podatkiDGP / Wojtek Gorski
29 marca 2013

1 kwietnia wchodzą w życie kolejne zmiany w ustawie o VAT, nie pierwsze w tym roku i nie ostatnie w perspektywie najbliższych miesięcy. Jednak na razie jedyne, które dotyczą stawek podatku. Wyżej opodatkowane mają być między innymi wyroby rękodzieła ludowego czy napoje z kawy albo herbaty z dodatkiem mleka (poprawnie rzecz ujmując: zawierające tłuszcz mlekowy i wykorzystujące napar z kawy lub herbaty).

Stawka rośnie z 8 do 23 proc. Branża załamuje ręce, konsumenci muszą się liczyć z podwyżką cen. A Ministerstwu Finansów znów się pewnie dostanie z różnych stron za łupienie podatników. Z tezą o łupieniu nie będę dyskutował. Musiałaby to być bowiem dyskusja wielowątkowa. W przypadku napojów z dodatkiem kawy można tylko wspomnieć, że nowelizacja raczej rozstrzyga wątpliwość, niż zmienia jednoznaczne i korzystne przepisy. Fiskus, gdyby chciał, mógłby się upierać, że i wcześniej należało odprowadzać 23-proc. podatek. Tyle dobrego, że się nie upiera.

Ciekawszy jest aspekt ceny i przerzucania (ewentualnego) wyższego podatku na klientów. Caffe latte czy też latte macchiato w większych miastach kosztuje zazwyczaj od 8 do 13 zł. Czyli od ok. 2 do 3 euro. Kosztuje więc tyle samo lub jest droższe niż w wielu krajach Unii Europejskiej. Załóżmy, że wszędzie do jego przygotowania używa się tych samych składników dodawanych w tych samych proporcjach. Kawa nie jest droższa w Polsce niż gdzie indziej. Woda – raczej tańsza. Mleko na pewno mniej kosztuje niż np. w Hiszpanii czy Włoszech. Fachowa robocizna (uwaga – pod żadną postacią nie dodajemy jej bezpośrednio do kawy), która wyjąwszy automaty jest niezbędna do przygotowania smacznego napoju wciąż kosztuje w Polsce mniej niż w starych krajach UE. Do sporządzenia znakomitego latte czy macchiato nie używamy też bardziej wyrafinowanych urządzeń i maszyn. Jeśli chodzi o energię, różnice w cenach pomiędzy krajami UE są spore, ale jej udział w kosztach jest minimalny. Pozostaje kwestia czynszów. Można wątpić, czy są u nas wyższe niż np. we włoskich kurortach.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.