Autopromocja

Kowalczyk: W 2017 r. nie ruszymy kwoty wolnej

Henryk Kowalczyk
Henryk Kowalczyk, szef Komitetu Stałego Rady MinistrówNewspix / PIOTR TWARDYSKO
13 czerwca 2016

Mimo wcześniejszych zapowiedzi w 2017 roku nie zostanie zwiększony pułap dochodu wolnego od PIT. Ale może to otworzyć drogę do obniżki wieku emerytalnego.

Gabinet Beaty Szydło odstępuje od pomysłu, w którym kwota wolna miała rosnąć stopniowo, o 1000 zł rocznie – tak by docelowy poziom 8000 zł osiągnąć w 2019 r. W tajniki nowego planu wprowadził nas minister Henryk Kowalczyk, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów.

– W sprawie kwoty wolnej decyzje już zapadły. Będzie jednolity podatek i przy jego wprowadzeniu zrealizujemy zapowiedzianą podwyżkę kwoty wolnej. Tak by cała operacja była neutralna dla budżetu – mówi minister Kowalczyk w wywiadzie dla DGP.

Podatek jednolity, łączący różne daniny (w tym składkę na ZUS) w jedną, ma wejść w życie od początku 2018 r. Jesienią rząd przedstawi jego projekt, tak by można było jeszcze w tym roku go uchwalić i mieć kolejne 12 miesięcy na przygotowania. Minister zapowiada, że rząd nie będzie zmieniał kwoty wolnej, bo nie ma sensu robić tego tylko na jeden rok. To oznacza poważne zmodyfikowanie jednej z najważniejszych obietnic wyborczych prezydenta Andrzeja Dudy, przejętej potem przez PiS. W scenariuszu uwzględniającym podatek jednolity oznaczałoby to tyle, że dochód w granicach 8 tys. zł albo byłby zwolniony z nowego podatku, albo obłożony bardzo niską stawką. Zmiany udałoby się zbilansować dzięki wprowadzeniu płynnej progresji, która oznaczałaby większe obciążenia dla więcej zarabiających.

Rezygnacja z wcześniejszego planu oznacza, że w przyszłym roku Ministerstwo Finansów uniknie poważnego ubytku w dochodach z podatków. Stopniowe zwiększanie kwoty wolnej według poprzednich założeń uszczupliłoby dochody w przyszłym roku o 4 mld zł. Ministerstwo już wcześniej sugerowało, że trudno byłoby z tym pogodzić jednoczesną realizację drugiej wyborczej obietnicy, czyli obniżenia wieku emerytalnego do 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Według wyliczeń resortu obniżenie wieku w takim wariancie kosztowałoby w 2017 r. Fundusz Ubezpieczeń Społecznych i Fundusz Emerytur Pomostowych około 8,6 mld zł.

Jednak według ministra Kowalczyka przy rezygnacji z podwyższenia kwoty wolnej robi się miejsce na obniżenie wieku.

W tym tygodniu zaczynamy rozmowy z poszczególnymi ministerstwami, np. o potencjalnych oszczędnościach.

Różnych. Może są gdzieś np. przerosty biurokracji. Nie chcę ujawniać szczegółów przed rozmowami z ministrami.

To kwota rzędu 2–3 mld zł.

W tym roku dzięki zyskowi z NBP deficyt będzie znacznie mniejszy od zaplanowanego, o ładnych kilka miliardów złotych. To da nam dobry punkt startu na przyszły rok. Dzięki temu bez problemu powinniśmy się zmieścić z deficytem w planowanym limicie 3 proc. PKB.

W sprawie kwoty wolnej decyzje już zapadły. Będzie jednolity podatek i przy jego wprowadzeniu zrealizujemy zapowiedzianą podwyżkę kwoty wolnej. Tak, by cała operacja była neutralna dla budżetu.

Tak, to prawda.

W przyszłym roku nie ruszamy kwoty wolnej. Nie ma sensu robić tego na rok.

Nie ma takiego ryzyka. To jest tylko sugestia, przepis nie przestanie obowiązywać. Zresztą w tej sprawie trybunał poszedł za daleko, bo zaczął sugerować, jak ma wyglądać prawo, właściwie można powiedzieć, że niemal je zaczął pisać. Co tylko pokazuje, że trudno mieć do trybunału dostateczne zaufanie.

Jesienią. W tym roku chcielibyśmy pokazać projekt i uchwalić go po to, by mieć jeszcze rok na wdrożenie nowego systemu. To może potrwać minimum 9 miesięcy. Chcemy, by był to podatek progresywny, ale ta progresja wyznaczana byłaby w sposób płynny, ciągły – to znaczy nie określalibyśmy z góry wielkości progów i stawek. Stawki zmieniałyby się wraz ze wzrostem dochodu. Ale ustalilibyśmy jakiś górny pułap stawki, powyżej którego już by ona nie rosła, niezależnie od tego, jak bardzo rosłyby dochody. Żeby dotrzymać słowa w sprawie kwoty wolnej, obecny PIT powinien się zaczynać od mniej więcej 8 tys. zł dochodu.

To jeszcze nierozstrzygnięte, ja jestem zwolennikiem degresywnej kwoty wolnej, czyli malejącej wraz ze wzrostem dochodu.

Dzisiejszy PIT, składkę zdrowotną, składki na ZUS, na Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych i na Fundusz Pracy.

Nie chcemy zabierać żadnych ulg i innych preferencji.

Raczej nie. Pozostawienie ulg i wprowadzenie programu „Rodzina 500 plus” załatwia sprawę. Gdyby nie było „Rodziny 500 plus”, to opowiadałbym się za wspólnym rozliczaniem całych rodzin.

Chcemy zastosować zasadę, zgodnie z którą punktem wyjścia do wyliczania ubezpieczeniowej części podatku byłaby płaca minimalna. Wyliczana byłaby więc ryczałtowo. Pozostała część podatku zależałaby od dochodu, jak u innych podatników.

Tak, bo wynika to z systemu zdefiniowanej składki, w którym wielkość emerytury zależy od wartości odprowadzonych składek.

Dla tych, którzy prowadzą działalność gospodarczą, mają bardzo wysokie dochody i korzystają z liniowego rozliczenia, obciążenia nieco wzrosną.

I dlatego dobrze by było, żeby dochody kapitałowe też były włączone do podatku jednolitego. Dyskusja na ten temat dopiero przed nami.

Nie chciałbym teraz przesądzać. W niektórych segmentach dziś łączna danina wynosiłaby 46 proc. Na pewno będzie dużo mniej. Ile ostatecznie, to będziemy wiedzieć po skalibrowaniu systemu. Podatek jednolity ma być neutralny budżetowo.

Przede wszystkim chcemy skończyć z degresywnością obciążeń podatkowych. Poza tym chcemy pobudzić rynek pracy, zmniejszyć bezrobocie, głównie przez obniżenie klina. Chcemy dać preference jednoosobowej działalności gospodarczej w części ubezpieczeniowej podatku. Już dziś widać, jaką barierą jest koniec dwuletniego okresu preferencyjnie niskiej składki ubezpieczeniowej w działalności gospodarczej. Po upływie tego okresu wiele firm kończy działalność. My tę barierę usuwamy. Trzecia sprawa to zrównanie podatkowe wszystkich form zatrudnienia. Zniknie motywacja wypychania pracowników na umowy śmieciowe po to, by płacić niższe składki. Jeśli ktoś będzie zawierał np. umowy-zlecenia, to będzie to motywowane wyłącznie potrzebami pracy, a nie potrzebami podatkowymi.

Uproszczenie poboru danin, obniżenie kosztu ich poboru. Dziś wynosi on około 1,6 proc. wpływów z tych danin, dobrze by było, gdyby spadł do 0,8 proc. Będzie jeden poborca w miejsce obecnych dwóch, czyli ZUS i aparatu skarbowego. Kto? Jeszcze nie ma decyzji.

To skutki gospodarcze, o których już mówiłem. Do tego damy ludziom większe poczucie sprawiedliwości, bo zerwiemy z sytuacją, w której obciążenie maleje wraz ze wzrostem dochodów.

Tak. To nie będzie miało dużych skutków w pierwszym roku. Gdyby wszyscy skorzystali z tego uprawnienia, to koszt wyniósłby 3,7 mld zł.

Obniżenie wieku do 60 i 65 lat. Wciąż trwa dyskusja nad powiązaniem tego ze stażem pracy.

Są takie propozycje.

Niekoniecznie, dyskusja trwa. Być może zmieni się to, że obciążenie zostanie, natomiast nie będzie ono traktowane jako składka emerytalna. Przecież trzeba mieć jakieś ograniczenie również górnego pułapu emerytur w przyszłości.

To zależy od dochodów. Ale jest duże prawdopodobieństwo, że zostaną na obecnym poziomie.

Nie obiecywaliśmy obniżki.

Wiążące jest to, co mówiła pani premier. Ja też nie deklarowałem obniżki VAT.

Wydatki rosną automatycznie, zapewnimy wydatki na poziomie 2 proc. PKB.

Resort zdrowia proponuje stopniowy wzrost udziału wydatków na ochronę zdrowia w wydatkach budżetowych. Ale to na razie propozycje. Nie wiem, czy odpowiedzialnie będziemy mogli je zrealizować.

Ministerstwo chciałoby, by wydatki publiczne na zdrowie sięgały 6 proc. PKB. Na razie to tylko pomysł. Licząc w cenach bieżących, oznaczałoby to wzrost tych wydatków o prawie 30 mld zł.

Dobrze. W I kw. dochody były większe o 1,5 mld zł od planu, choć oczywiście nie jest to rewelacja. W styczniu wyższe od oczekiwań były wpływy z VAT, w lutym z akcyzy, ale trudno oczekiwać jakiejś efektywnej poprawy w I kw., bo nie weszły w życie wówczas żadne nowe rozwiązania legislacyjne. Teraz mamy już klauzulę unikania opodatkowania, która będzie wpływała na dochody głównie z CIT, a także z VAT. Rząd przyjął też pakiet paliwowy, w tym projekt ustawy o koncesjonowaniu obrotu paliwami. Pokładam duże nadzieje w uszczelnieniu rynku paliw, który ma wynikać z tej ustawy, bo skoro oficjalnie malała sprzedaż paliw, to z tego wynika, że istnieje ogromna szara strefa.

Komisja zaczęła się interesować podatkiem jeszcze na etapie wstępnych prac, widocznie ktoś doniósł. Decyzja zapadła, podatek będzie progresywny. Do obrotów 17 mln zł miesięcznie podatek nie będzie płacony, między 17 mln zł a 170 mln zł stawka wyniesie 0,8 proc., powyżej tej ostatniej kwoty – 1,4 proc. 

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.