Zła passa samorządów w sądowych sporach z podatnikami zdaje się ostatnio nie mieć końca. A przegrane z przedsiębiorcami sprawy doprowadzają kolejne gminy na skraj budżetowej przepaści.
Nie tak dawno przed sądem administracyjnym przegrała sprawę gmina, która usiłowała ściągnąć podatek od nieruchomości od toru wodnego, czyli morskiej drogi stanowiącej podejście do portu. W tym tygodniu podobny los spotkał jedną z gmin, która podatkiem tym chciała opodatkować podziemną infrastrukturę kopalni (wyrobiska górnicze). W jednej chwili wizja dodatkowych 8 mln zł w niespełna 20-mln budżecie poważnie się oddaliła, chociaż gmina ma jeszcze szansę wygrać przed NSA. Tym, co łączy te sprawy, jest to, że w obydwu przypadkach gminy starały się jak najszerzej zinterpretować dość ogólne w tej części przepisy, tak by skuteczniej obedrzeć z pieniędzy działające na ich terenie firmy. Bo choć podatki nie są od uszczęśliwiania podatników lecz zapełniania publicznej kasy, to jednak nie są też od tego, by podatników, niczym barany ciąć tuż przy samej skórze. A trzeba przyznać, że w tym ostatnim samorządy mają spore doświadczenie.
To jednak tylko część prawdy. Druga strona medalu jest taka, że samorząd jest regularnie obarczany przez rząd i parlament coraz to nowymi zadaniami. I chociaż realizacja większości z nich jest dość kosztowna, to nikt samorządom pieniędzy potrzebnych na ich sfinansowanie nie dokłada. Kolejne protesty, że ze środków, którymi dysponują gminne budżety, niczego ponad to, co już jest opłacane, sfinansować się nie da, zbywane są milczeniem.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.