Smog czy zmiany klimatu, co za różnica. Można by tak rzec, przyglądając się ostatnim wizerunkowym potknięciom polityków po obu stronach barykady. Wystarczyła jedna prowokacja Greenpeace, by obnażyć merytoryczne braki wśród parlamentarzystów, którzy w kwestii ekologii dalej okazują się być jak dzieci w (smogowej) mgle. Punktem zapalnym okazały się dwie czarne płachty z napisem „Polska bez węgla 2030”, które aktywiści rozwiesili przedwczoraj na siedzibach największych konkurencyjnych ugrupowań. I to jedno hasło wystarczyło, by zaczął się festiwal antywęglowego prześcigania się w zapowiedziach wyciągania Polski z kryzysu. Nieważne, o jakim kryzysie mowa. Ważne, żeby mówili.
Niestety, wyszło jak zwykle. Wszyscy chcieli dobrze, ale jedni i drudzy polegli wizerunkowo. Smutne, gdy tak niewiele potrzeba, by strzelić sobie w stopę. I przewrotna lekcja, jak próbując zbierać sojuszników wśród wrażliwego na losy planety elektoratu, zamiast się do niego przymilić, w praktyce można go do siebie zrazić.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.