Polacy na wakacjach prześcigają się w wymyślaniu absurdalnych próśb, życzeń i reklamacji. Na Malediwach klientka skarżyła się, że podczas przypływu, żeby wejść na hamak, musiała zamoczyć nogi.
Na ten pomysł wpadła, kiedy zatrudniła się w biurze SkyClub (upadło w 2012 r.). Była pilotką wycieczek i wracała z polską grupą z Turcji. – Kiedy po dotarciu na lotnisko okazało się, że samolot ma duże opóźnienie, a potem, że w ogóle tego dnia nie poleci, rozwiozłam prawie 200 osób do pobliskich hoteli. Żeby mogli się odświeżyć, przebrać, coś zjeść. I się zaczęło. Awantura za awanturą – przypomina sobie Kinga Nowak, z turystyką związana od ponad 10 lat. Jedni chcieli zmieniać hotel („Wywiozła nas pani na koniec świata!”), inni – pokoje („To skandal! Widziała pani ten widok z okna?!”). – Tłumaczenia, że to sytuacja awaryjna i lepiej czekać w hotelu niż na lotnisku w ogóle do nich nie trafiały. To wtedy razem z koleżanką stwierdziłyśmy, że takie sytuacje trzeba opisać – opowiada.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.