W wojnie, jaką toczyła z urzędnikami, branża dostała strzał w plecy
Mówią „branża”, jakby chodziło o mleczarnie lub wydawanie książek. Jakby byli monolitem – choć nie są. Branża to, branża tamto. Dystyngowani dżentelmeni, jak Jacek Gasik, dyrektor izby gospodarczej automaciarzy, i faceci w dobrych sweterkach i drogich oprawkach, którzy w życiu nie wystąpią w gazecie pod nazwiskiem. I łysiejący starszy pan, jeden z najważniejszych na tym rynku, z zarzutami udziału w gangu. Wszyscy oni mówią „branża”.
No więc o tym, że wokół hazardu wybuchnie wojna, branża wiedziała od dwóch lat. Bo działo się: sześć projektów nowelizacji ustawy o grach losowych w ciągu pół roku. Poprawki, konsultacje, kłótnie o dopłaty, rozporządzenia. Akcje prokuratury i materiały na prokuratorów. Potem afera hazardowa, chaos, zamęt, a w tle setki tysięcy graczy i duża forsa. W ubiegłym roku do automatów wpadło 8,5 miliarda złotych.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.