Autopromocja

Andrzej Talaga: Wojna walutowa jest nieunikniona

Andrzej Talaga, zastępca redaktora naczelnego
Andrzej Talaga, zastępca redaktora naczelnegoDGP
25 października 2010

Kryzys i stagnacja idą w parze z narodowym egoizmem i skłonnością do ratowania się kosztem innych.

Poprzedzające listopadowy szczyt G20 spotkanie ministrów finansów i szefów banków centralnych w koreańskim Gyeongju miało zaradzić rysującej się na horyzoncie wojnie walutowej, która podminowałaby wychodzenie świata z kryzysu. Nie zaradzi jednak. Dwie największe potęgi ekonomiczne – USA i Chiny – czerpią zbyt wielkie korzyści z zaniżania wartości swoich walut, by zechciały ulec międzynarodowej presji. Wojna walutowa nie jest zresztą modą ostatnich dni. Trwa co najmniej od dwóch dekad. Ile razy słyszeliśmy o konieczności podniesienia wartości juana? Ile razy amerykańska administracja usiłowała nakłonić Pekin do uległości w tej sprawie? Sztuczny kurs chińskiej waluty wobec dolara jest niczym innym jak wrogim aktem wojny walutowej.

Chiny muszą utrzymywać wycenę swojej waluty na poziomie niższym o 30 – 40 proc. wobec realnej wartości, aby ocalić niskie koszty produkcji. Nie ma co marzyć, by w najbliższych latach ewentualny spadek eksportu Państwa Środka po podwyższeniu kursu został zrównoważony przez wzrost podaży wewnętrznej. Nastąpi to dopiero wówczas, gdy profity ze wzrostu chińskiego PKB zostaną rozłożone – nawet niesprawiedliwie, ale przynajmniej równomiernie – na całe społeczeństwo, a nie tylko na komunistyczną elitę władzy i powiązane z nią kręgi biznesowe z wybrzeża Chin. Czyli – nigdy.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.