Autopromocja

Polskie firmy za granicą: Przyszedł czas na firmy odzieżowe i restauracje

Biznesmen
Szczególnym zainteresowaniem wśród polskich wyjezdnych cieszą się marki odzieżowe i obuwnicze. ShutterStock
22 sierpnia 2012

Za emigrantami na Zachód ciągną rodzime marki franczyzowe – od knajp po buty i kosmetyki.

Kiełbasa, bigos, schabowy, małosolne, wódka – koszyk polskich produktów rozpoznawanych przez cały świat jest dość płytki, a znaleźć można w nim praktycznie wyłącznie produkty żywnościowe. Niebawem jednak może się to zmienić, bo rodacy, którzy osiedlili się na stałe za granicą, coraz chętniej ściągają tam polskie marki restauracyjne, odzieżowe, obuwnicze czy kosmetyczne. I nie robią tego – jak wielu sądzi – z sentymentu. – To po prostu biznes. Polska franczyza jest tańsza niż zagraniczna, zarówno jeżeli chodzi o koszty założenia interesu czy licencji, jak i ceny samych produktów – argumentują.

– Za licencję w naszej firmie trzeba zapłacić 15 tys. zł. jednorazowej opłaty. W Kanadzie firma prowadząca podobną do naszej działalność oczekuje wkładu przekraczającego 100 tys. zł – porównuje Barbara Knap z firmy Power Sun Eugeniusz Marszał, będącej właścicielem sieci Nasz Naleśnik. Niedawno zadebiutowała w Irlandii, a we wrześniu pierwsza restauracja z jej szyldem stanie w Toronto. Za sprawą emigrantów oczywiście.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.