Przyjęło się uważać, że konserwatywna polityka gospodarcza z definicji powinna być wolnorynkowa. Że musi być typowym nurtem dla środowisk konserwatywnych. Ale nie znaczy to, że zawsze i wszędzie musi dominować. Czego przykładem jest Polska, która rządzi socjalkonserwatywny PiS.
Silna pozycja konserwatywnego liberalizmu w debacie przejawia się choćby tym, że prospołeczną politykę gospodarczą nazywa się lewicową, nawet jeśli stojące za nią ugrupowanie hołduje tradycji, patriotyzmowi, religijności i interesowi narodowemu. Takie połączenie uchodzi za coś wręcz dziwacznego – za przejaw rodzimej specyfiki niż główny nurt. Dochodzi do takich absurdów, że są u nas prawicowi komentatorzy, którzy Marine Le Pen, szefową francuskiego Frontu Narodowego, potrafią nazwać „lewicową”, choć już się nie da stać bardziej na prawo, nie narażając się przy tym na delegalizację własnego ugrupowania albo wykluczenie z cywilizowanej debaty.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.