Niedawno w stolicy jednego z ważnych państw unijnych odbyła się konferencja służb specjalnych odpowiedzialnych za cyberbezpieczeństwo. Już samo wprowadzenie do dyskusji podkreśliło powagę sytuacji.
Na początek pokazano wyjątkowo groźnego i skutecznego islamskiego hakera zabitego niedawno przez specjalnie zaprogramowany atak amerykańskich dronów i sformułowano pytanie, kto u nas, i w całej Unii, odpowiedzialny jest dzisiaj za walkę z cyberbojownikami Państwa Islamskiego. A także, czy jesteśmy gotowi uciekać się do aż tak drastycznych metod walki. Zaraz potem kolejny przykład z innego kraju, gdzie zdemaskowany wstępnie jako dżihadysta przestępca atakujący popularny kanał telewizyjny okazał się agentem służb specjalnych Rosji. I pytanie: która ze służb w naszym kraju podjęłaby działania w celu dokładniejszej weryfikacji tożsamości już zidentyfikowanego hakera, w dodatku wcześniej dobrze znanego ze swojej przestępczej działalności w sieci? Nie trzeba dodawać, że ów haker z rozmysłem naprowadził śledzących na fałszywy trop i że chwyt ten staje się coraz powszechniejszy. Jako odwrotną niejako sytuację podano przykład hakerskiej grupy przestępczej bezczelnie nieukrywającej swojej tożsamości i najwyraźniej niewidzącej w tym żadnego niebezpieczeństwa. Chodzi tu o działającą w Rosji grupę diuków (ang. duke – książę), która od paru lat atakuje i zbiera tajne informacje w praktycznie wszystkich państwach mających strategiczne znaczenie dla Rosji, w tym także w Polsce.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.