Chodzą słuchy, że jedną z inspiracji wicepremiera Mateusza Morawieckiego są prace byłego głównego ekonomisty Banku Światowego Chińczyka Justina Yifu Lina. A zwłaszcza jego koncepcja tzw. nowej ekonomii strukturalnej wyłożona najlepiej w książce z roku 2012.
Lin pisze w niej, że państwo na dorobku powinno wybrać sobie kilka kluczowych branż i wspomagać działające w nich firmy. Ten wybór ma się jednak dokonać inaczej, niż uczy dorobek tzw. klasycznej ekonomii rozwoju, czyli pomysły, według których rozwijały się Wielka Brytania i Francja w wieku XVIII, USA i Prusy w XIX czy wreszcie Japonia i Tajwan w XX. Nowatorstwo „nowej ekonomii strukturalnej” polegać ma – według Lina – na mocniejszym oparciu w rynku. Bo to rynek ma tu wyznaczyć dziedziny, w których państwo będzie wspierało rozwój. Należy więc raczej skupić się na branżach, w których narodowi gracze już są mocni, a niekoniecznie wypuszczać się na nowe nieznane terytoria. Nie należy też się łudzić, że możliwe będzie wskoczenie od razu do ligi najnowszych technologii. Świat bowiem nie dzieli się dziś według prostej dychotomii: biedni – bogaci albo centrum – peryferie, tylko składa się z krajów znajdujących się na różnym poziomie rozwoju. I czasem lepiej wziąć kurs na rozwiązania polityczne, technologiczne czy infrastrukturalne z kraju znajdującego się tylko trochę dalej od nas. Niż próbować na siłę pokazać, że nagle możemy stać się czołowym producentem najnowszych rozwiązań nano- albo biotechnologicznych.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.