Zamierzam się dziś rozprawić z samym sobą. Przed kilkoma tygodniami napisałem w tym miejscu tekst o tym, co ewentualne zwycięstwo Trumpa może oznaczać dla gospodarki czy rynków finansowych. W jednej kwestii miałem rację – straszenie, że Trump przyniesie falę strachu i katastrofę gospodarczą, a robiło to wielu ekonomistów, było na wyrost.
Ale w jednej kwestii mocno się pomyliłem – nie dostrzegłem, że prezydentura Trumpa może przynieść falę optymizmu. Wydawało mi się, że wygrana kontrowersyjnego republikanina będzie mimo wszystko dla dolara negatywna, a tymczasem rynek mocno aprecjonuje amerykańską walutę, oczekując lepszych wyników makroekonomicznych i wyższych stóp procentowych w USA. Trudno inaczej interpretować jednoczesny wzrost kursów akcji i rentowności obligacji. Zyskało to już nazwę „trumpflacji”, ponieważ inwestorzy oczekują, że obniżki podatków i zwiększenie wydatków infrastrukturalnych przez nowego prezydenta podbije wreszcie wzrost gospodarczy i inflację (gdyby chodziło tylko o wyższe oczekiwania inflacyjne, a nie wzrost gospodarczy, rentowności obligacji by wzrosły, a ceny akcji spadły).
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.