Nie mam co prawda wystarczającej pozycji publicznej, żeby o to pytać (tak, żeby ktoś mi odpowiedział), ale spróbuję i zapytam: czy polski rząd ma jakąkolwiek strategię na wypadek upadku strefy euro oraz rozpadu Unii Europejskiej? Czy też jedyna nasza strategia zakłada, że euro nie upadnie, a Europa się nie rozpadnie?
Jestem oczywiście postępowym Europejczykiem i podobnie, jak minister Sikorski uważam, że rozpad strefy euro to większe niebezpieczeństwo dla Polski niż rosyjskie rakiety tuż pod granicą, oraz wierzę niezłomnie, że dzięki polityce „najlepszego rządu od 1989 roku” jesteśmy w „głównym nurcie UE” i pod bokiem Niemiec ogólnie nadajemy ton, mamy wpływ, wiemy, co się święci. Jednak pytam – czy „najlepszy rząd po 1989 roku” ma jakikolwiek plan awaryjny? Czy też taki, jak wobec wyborów we Francji, co do których chcieliśmy, żeby wygrał je Sarkozy, i w związku z tym z jego konkurentem premier nie rozmawiał, podobnie jak nasza „najlepsza sojuszniczka od 1989 roku”?
Niestety, obawiam się, że nie mamy żadnego planu i w razie czego będzie tak jak zawsze, czyli „poszli nasi w bój bez broni” albo „szabel nam nie zbraknie/ szlachta na koń wsiędzie/ ja z synowcem na przedzie/ i jakoś tam będzie”...
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.