Tomasz Wróblewski: Patrzcie, jak umiera idea kolektywizmu

Tomasz Wróblewski
Tomasz WróblewskiDGP
22 lipca 2011

Historycy publicyści kochają wielkie daty i spektakularne wydarzenia. Walący się mur berliński, strzał z Aurory, pierwszy lot przez Atlantyk, marsz Mao na Pekin czy stół okrągły. Ale historycy badacze wiedzą, że nie tak się zaczyna historia. Proces trwa. Nabrzmiewa latami.

Marketing dopisywany jest do historii później, jak szturm na Pałac Zimowy, którego nigdy nie było, zburzenie Bastylii czy rewolta bostońska, która w rzeczywistości była ucieczką przerażonych amerykańskich milicji przed maszerującą armią brytyjską.

Co będzie naszą Bastylią, dowiemy się pewnie wkrótce. Ale trudno oprzeć się wrażeniu, że historia już się toczy i tylko czeka na swój wielki marketingowy moment. Dziesięć lat temu wizja, w której amerykański bank centralny przygotowuje scenariusz na wypadek ogłoszenia czasowej niewypłacalności, a największe państwa Europy gotowe są zaakceptować bankructwo Grecji, wkrótce pewnie Portugalii, byłaby czystym science fiction.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.