Dane o dynamice PKB za drugi kwartał najbardziej zaskoczyły nie tyle niższym od konsensu wynikiem, ile przede wszystkim jego składowymi. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że w drugim kwartale lecieliśmy już tylko na jednym silniku i był nim eksport netto.
I to nie dlatego, że eksport ma się tak dobrze, ale dlatego, że szybciej zwalnia import, co jest wynikiem spowolnienia w inwestycjach. W Polsce zwykle podaje się dynamiki wzrostu gospodarczego, porównując poziom dochodu z danego roku z takim samym poziomem w roku poprzednim. Zestawiając te dane w sposób bardziej statystycznie poprawny, a mianowicie przyrosty PKB z kwartału na kwartał, oraz eliminując wcześniej wszelkie zaburzenia sezonowe, widzimy, że nasz dochód wzrósł o 0,4 proc., w podobnym tempie co spożycie indywidualne i inwestycje. W poprzednich kwartałach wzrosty te były wyższe, odpowiednio na poziomie 0,8 i 0,6 proc. Spowolnienie jest więc ewidentne, pytanie tylko, czy gospodarka będzie dalej hamować, czy też jesteśmy już blisko dna.
Z danych GUS widać jednoznacznie, że zarówno konsumpcja prywatna, jak i inwestycje mocno spadły. Przyczyny są jednak różne i aby nie wpadać w zupełną panikę – jak to uczyniła już część komentatorów – należy przeanalizować, które z tych tendencji mają charakter tymczasowy, a które stały. W przypadku inwestycji prywatnych mamy do czynienia z bardzo głębokim spadkiem zapasów, co raczej nie powinno się powtórzyć w takiej skali w przyszłych kwartałach. Co do inwestycji publicznych mamy do czynienia z mocnym wyhamowaniem projektów infrastrukturalnych, jeśli porównamy je z tym samym okresem roku poprzedniego. Ten trend w kolejnych kwartałach utrzyma się ze względu na ograniczenia wydatkowe nałożone na tegoroczny budżet.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.