Jakby nie dość było wszystkich tych kryzysów liberalnego światopoglądu, ze łzą w oku odtrąbianych przez wszelkiej maści ludzi z dostępem do klawiatury (do usług), to jeszcze bum, szloft, chlast, pierdut, Angelina Jolie właśnie wniosła o rozwód z mężem swoim, Bradem Pittem.
Zdarzenie na pozór błahe, niewarte aż poematu. Nie takie celebryckie rozstania już widzieliśmy. Nastąpią może niewielkie zawirowania natury finansowej – zatrą ręce pewne koncerny prasowe, na przykład Time Inc., właściciel magazynu „People”, czy Conde Nast, który ma w ofercie takie perły kiosków ruchu jak „Glamour” czy „Vanity Fair” („Jolie w drodze na rozprawę rozwodową – kup ten żakiet”). Ot, dzień jak co dzień – a jednak, pierdut, bum, kaczing, nic już nigdy nie będzie takie samo.
Brad i Angelina bowiem to nie jest zwykła celebrycka para. Są czymś więcej: symboliczną sublimacją najskrytszych tęsknot pewnej ważnej grupy interesu ideologicznego. Grupy, której ostatnio i tak nie jest lekko – a teraz musi jeszcze oglądać rozpad własnej ikony pop. A wszystkie tęsknoty tej grupy, wszystkie jej zalety, ale także wszelkie zwiastuny jej upadku i zepsucia zawarte są w fakcie społecznym, jakim był związek Jolie i Pitta.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.