Lewestam: Jak nie dobić drozda

Lewestam: Jak nie dobić drozda
Dziennik Gazeta Prawna
26 lutego 2016

Nie zrozumiesz drugiego człowieka w pełni, dopóki nie spojrzysz na rzeczy z jego punktu widzenia – dopóki nie wciśniesz się w jego skórę i tak odziany nie przejdziesz się po świecie” – powiedział kiedyś największy autorytet moralny Ameryki. Czyli kto, zapytacie, Thomas Jefferson? A może Martin Luther King Jr.? Otóż nie, z nimi jest taki problem, że istnieli naprawdę, więc na pewno mieli coś za uszami. Taki prezydent Jefferson, na przykład, dlaczego nie obalił niewolnictwa? Czyż King nie dopuszczał się plagiatów; czy nie był niepoprawnym kobieciarzem? No właśnie. A autorytet, o którym mowa, został jakieś pół wieku temu, specjalnie w celu bycia moralnym autorytetem, wykuty w spiżu, a właściwie opisany na kartach książki, co – zważywszy na ostateczny i niezmienny wymiar wszelkiego druku – miało uodpornić go na zrzucenie z piedestału. Książkę napisała Harper Lee, tytuł tej książki to „Zabić drozda”, a moralny bohater nazywał się Atticus Finch.

Ach, Atticus. Mieszkaniec amerykańskiego Południa lat 30., prawnik, ojciec samotnie wychowujący dzieci. Jego córka Jean Louise, znana jako Smyk, narratorka, naiwnymi oczami obserwuje segregację i systemową niesprawiedliwość rasową w miasteczku Maycomb. Powiedzieć, że czarni mają tam gorzej, to mało – powieść dzieje się jakieś 20 lat przed tym, jak bohaterska Rosa Parks odmówiła ustąpienia miejsca w autobusie białemu pasażerowi. Czarnymi pomiatają, czarnych wykorzystują, sądy skazują czarnych za przestępstwa białych. Na szczęście jest Atticus. Jedyny, który widzi jasno poprzez mgłę nawyku społecznego i rozumie spiżową naturę sprawiedliwości. Gdy Tom Robinson, czarny mieszkaniec Maycomb, zostaje bezpodstawnie oskarżony o gwałt na białej dziewczynie, Atticus podejmuje się jego obrony. To oczywiście walka z wiatrakami, zupełnie jakby Atticus chciał się domagać sprawiedliwości od aparatu bezpieczeństwa w PRL-u. Biała ława przysięgłych z miejsca potwierdza wyssaną z palca wersję białego oskarżyciela, a biały sędzia potwierdza wyrok uderzeniem białego młotka. Ale przynajmniej byliśmy właśnie świadkami odwagi, wielkości ducha i tego, że Prawda prześwieca nawet przez sypane latami hałdy fałszu.

Pozostało 91% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png