Choć każda licząca się partia powinna finansować własne zaplecze eksperckie, to jednak w okresie wyborów ugrupowania są gotowe podkradać pomysły od zewnętrznych think tanków. Albo nawet politycznych konkurentów
Czterdzieści jeden. Tyle think tanków działa w Polsce według raportu „The Global Go To Think Tanks Report”. Kilka z nich zajmuje zresztą bardzo wysokie miejsca w rankingu instytucji najbardziej wpływowych na świecie czy choćby w naszym rejonie. Pojawia się tam m.in. Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych czy Polski Instytut Spraw Międzynarodowych. Ten drugi oprócz tego, że pisze oficjalne ogólnodostępne opracowania, tworzy tzw. analizy do rozdzielnika, które trafiają do najważniejszych osób w państwie i pokazują rzeczywistą sytuację w danym regionie. Ceniony jest także Ośrodek Studiów Wschodnich, o którym mówi się, że dawniej mocno współpracował z Urzędem Ochrony Państwa, a dziś Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Reklama
Na tej liście nie ma jednak polskich think tanków tworzonych jako instytuty analityczne partii. Mimo że to właśnie one mają czasem najsilniejszy wpływ na polityków i politykę.

Reklama
Każda szanująca się partia decyduje się na własny „zbiornik myśli”. Przynajmniej deklaratywnie. I tak np. Instytut Obywatelski od swojego początku, czyli 2010 r., nie ukrywa, że jest zapleczem eksperckim Platformy Obywatelskiej. Wymyślił go szef klubu parlamentarnego PO Rafał Grupiński. I to on powołał jego pierwszego szefa Jarosława Makowskiego, historyka filozofii i publicystę.
– Sukces? Stanowczo budżety obywatelskie w miastach. To nie jest oczywiście tak, że my je wymyśliliśmy i tylko dzięki nam zaczęły się w nich pojawiać, ale mocno pracowaliśmy nad ich rozreklamowaniem, nad tym, by samorządy przekonać, że mogą mieć naprawdę pozytywne skutki – mówi Konrad Niklewicz, kiedyś dziennikarz „Gazety Wyborczej”, później m.in. dyrektor zarządzający IO. Rzeczywiście w instytucie w 2013 r. powstał raport „Budżet partycypacyjny. Krótka instrukcja obsługi”, a wkrótce potem Donald Tusk na konwencji PO mówił, że dla jego partii to bardzo ważny projekt. – Wagę tego współdecydowania przez obywateli o swoim mieście zaczęliśmy podkreślać mniej więcej wtedy, kiedy pierwszy raz z budżetu partycypacyjnego skorzystał Sopot. To był dobry przykład dla innych samorządów, że warto spróbować. Pracowaliśmy więc z samorządowcami z Warszawy, Wrocławia, Poznania, ale także mniejszych miast jak Puławy – dodaje Niklewicz.
Kierowany przez Makowskiego IO zaczął tracić wpływy, gdy zaczął je też tracić w PO Grzegorz Schetyna, do którego frakcji zaliczany jest Grupiński. Nowym szefem został skompromitowany taśmami były szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz, dzisiaj jest nim Jarosław Wałęsa, który tę funkcję ma pełnić równolegle z obowiązkami posła do Parlamentu Europejskiego.
Z kolei istniejący od 2004 r. Instytut Sobieskiego – choć formalnie niezależny – od dawna jest kojarzony z PiS, które jest głównym podmiotem zamawiającym różnego rodzaju ekspertyzy i analizy (za które płaci nawet 700 tys. zł rocznie, co stanowi połowę budżetu IS). Nic dziwnego, że sympatii politycznych nigdy w nim nie ukrywano. Jego pracownicy nie ukrywali też już kilka miesięcy temu – gdy wybory wygrywał Andrzej Duda, a wyniki sondażowe tej partii szły do góry – że teraz nastał ich czas. Latem IS intensywniej organizował spotkania związanych ze sobą ekspertów i ewidentnie przygotowywał się już do wsparcia nowego rządu. Także osobowego wsparcia. Szef IS i były wiceminister MSWiA Paweł Soloch był po cichu obstawiany na ważnego urzędnika do nowego resortu spraw wewnętrznych, ostatecznie jednak został mianowany przez prezydenta Dudę szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Dla Niklewicza jego przykład to właśnie dowód na to, że think tanki będące eksperckimi zapleczami partii mogą mieć naprawdę realny wpływ na politykę. – To, że eksperci zasilają kadry polityczne, jest naprawdę pozytywnym zjawiskiem – tłumaczy. – Wnoszą do polityki kulturę debatowania i wiedzę.
Innym think tankiem, który jest postrzegany jako pozostający w orbicie PiS, jest Narodowe Centrum Studiów Strategicznych, kierowane przez Tomasza Szatkowskiego. Instytucja prowadzi m.in. gry strategiczne z udziałem polskich i amerykańskich oficerów oraz analityków. – Działamy prawie od trzech lat, przez pierwszy rok wyłącznie za wkład pracy i pieniądze fundatorów. Od żadnej partii zleceń nie mamy. Źródeł finansowania szukamy w biznesie oraz poprzez międzynarodowe i rządowe granty. Ale cieszymy się, jeśli ktoś korzysta z naszych podpowiedzi – stwierdza szef NCSS.
Z kolei Centrum Daszyńskiego w 2011 r. było pomysłem SLD na odnowienie swojego wizerunku i stworzenie nowoczesnego zaplecza eksperckiego. Bo choć od lat funkcjonowała już lewicowa „Krytyka Polityczna”, to jednak jej działaczom wcale nie było po drodze do partii z komunistycznym brzemieniem. Stąd tworząc Centrum Daszyńskiego, starano się w nim połączyć zarówno politycznych działaczy, jak Katarzyna Piekarska i Marek Balicki, jak i intelektualistów, z których najsłynniejszym był filozof i bioetyk prof. Jan Hartman. Dyrektorem zarządzającym Centrum Daszyńskiego został ówczesny rzecznik partii Tomasz Kalita. Początki ośrodka nie były sprzyjające – pierwsze analizy miały dotyczyć przyczyn druzgocącej porażki lewicy w wyborach oraz perspektyw na odbudowę formacji. Jednak CD po początkowych szumnych zapowiedziach działań i wydaniu w 2013 r. „Niezbędnika historycznego lewicy”, z którego można się m.in. dowiedzieć, że „nie można całego okresu PRL określać mianem totalitaryzmu”. Później o jego działalności przycichło.
Podobnie niespecjalnie udał się projekt think tanku mającego pracować dla Ruchu Palikota. „Plan zmian” kierowany przez Krzysztofa Iszkowskiego owszem pomógł Ruchowi, gdy zmieniał nazwę na Twój Ruch i przygotował choćby plan nowego systemu opodatkowania, ale o jakichś intensywnych działaniach badawczych i eksperckich w jego wykonaniu nie słychać. Za to stał się trampoliną do kariery dla Barbary Nowackiej, która rok temu objęła w nim szefostwo, a dziś jest też liderką komitetu wyborczego Zjednoczonej Lewicy – zrzeszającego SLD, Twój Ruch i Partię Zielonych.
Dopóki partie, które mogą na finansowanie swoich think tanków, czyli fundusz ekspercki, przeznaczać od 5 do 15 proc. funduszy (tak przewiduje ustawa o partiach politycznych), korzystają ze stworzonych na ich zamówienie pomysłów – warto temu przyklasnąć. Sprawa robi się problematyczna, gdy ugrupowania mocno „inspirują się” jakimiś pomysłami, które nie są dziełem procesu intelektualnego osób z nimi związanych, i „zapominają” o tym wspomnieć. Taka sytuacja przytrafiła się niezależnemu ośrodkowi Forum Od Nowa. Jego eksperci od wielu miesięcy brali udział w pracach zespołu do spraw ustrojowych, który regularnie obraduje w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji. Celem spotkań jest wypracowanie podwalin pod kompleksową reformę samorządów. Na jednej z wyborczych konwencji PO prezydent Łodzi Hanna Zdanowska przedstawiła pakiet miejski stanowiący propozycje Platformy dotyczące funkcjonowania społeczności lokalnych. Jedna z nich dotyczyła tego, by każda duża inwestycja, w zależności od wartości budżetu inwestycyjnego lokalnego samorządu, była poddawana opiniowaniu przez obywateli. Dokładnie taka sama propozycja padła na obradach zespołu ze strony Forum Od Nowa.
– Nie mam nic przeciwko sięganiu po czyjeś dobre pomysły. Nie akceptuję tylko ich podkradania – podkreśla Agata Dąmbska z Forum Od Nowa. – Nowoczesna czy PSL przynajmniej zadzwonili i zapytali, czy mogą zgłosić pewne nasze postulaty jako element swojej kampanii. Za to z Platformy nikt nie zapytał, a potem przedstawiono to jako ich autorski pomysł – twierdzi. Jak wskazuje, ugrupowanie Ryszarda Petru pozwoliło sobie zapożyczyć postulat decentralizacji finansów samorządów, poszerzenia źródeł ich finansowania, a także ograniczenia liczby radnych i ich profesjonalizacji. Z kolei ludowcy podpytywali o koncepcję lokalnego PIT (czyli wpływy z tego podatku w całości trafiające do samorządów). Na razie jednak wstrzymali się z tym postulatem i w „Kontrakcie dla Polski lokalnej” zaproponowali udziały we wpływach z VAT, który jest częścią reformy systemu finansowania i subwencjonowania samorządów zaproponowanej przez... Platformę Obywatelską.
Ponad dwa lata temu na łamach Magazynu DGP opublikowaliśmy tekst, w którym pokazaliśmy różne modele finansowania i funkcjonowania think tanków. Pisaliśmy tak: „Przez lata wykształciły się trzy sposoby finansowania takich instytucji. Model amerykański opiera się niemal wyłącznie na kapitale prywatnym. (...) Inny model preferuje Francja – tu ośrodki analityczne finansowane są z państwowego budżetu. (...) Trzecie rozwiązanie stworzyli Niemcy. Za Odrą na rynku ośrodków analitycznych funkcjonują oprócz inicjatyw niezależnych także wielkie partyjne fundacje, jak powiązana z CDU Fundacja Konrada Adenauera czy związana z SPD Fundacja Friedricha Eberta. Co ciekawe, są to potężne instytucje (ta druga ma ponad 600 współpracowników), które mają przedstawicielstwa w wielu krajach (m.in. w Polsce), czym przyczyniają się także do budowy geopolitycznej pozycji całych Niemiec”. Niestety, nasi politycy najwyraźniej tego tekstu nie przeczytali i choć mówiono o tym, że trzeba stworzyć partyjne zaplecza intelektualne z prawdziwego zdarzenia, to nic się nie zmieniło. I to w nowej kadencji także będzie widoczne.