Kolejny raz pójdę na wybory i wrzucę nieważny głos. Nie będę udawał, że mam wybór. Mój nic nieznaczący protest pozwala mi zachować resztki przyzwoitości. Bo im więcej myślę o polityce, tym więcej we mnie gniewu i częściej rozmyślam o rewolucji. Choć wiem, czym one się kończą. Trupami.
PO czy PiS? Komorowski czy Duda? Polska racjonalna czy radykalna? Demokraci czy pseudofaszyści? Naprawdę chcą Państwo w tym uczestniczyć? Po raz kolejny z nadzieją patrzeć w przyszłość, wierzyć w zmiany i liczyć na ich odpowiedzialność? Ja już nie chcę. Pójdę do lokalu wyborczego, bo mam taki imperatyw – jeśli demokracja, to głosowanie. Walczę z nim i wciąż przegrywam. Ale mam też wewnętrznego oszusta, który pomaga mi wybrnąć z sytuacji. I tak naprawdę choć głosuję, to nie głosuję. Wiem, to nie przystoi. Przyznawanie się do obojętności w tej sprawie to jak puścić bąka na przyjęciu. Ale sedno w tym, że nie jestem obojętny. Ja się fundamentalnie, całym sobą nie zgadzam. Chcę zmiany.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
