To historia prosta. Nie żadna wielka tragedia. Ale jak w soczewce pokazuje, że system ma się dobrze, a swoje miejsce w szeregu trzeba znać.
Po kolei. Miał być urlop, narty i przepiękne okoliczności przyrody. Skończyło się na dziecku z poważnym złamaniem nogi, transporcie karetką do Polski i operacji w szpitalu. I chociaż lekarze zdolni – nie sposób się z nimi dogadać.
Zaraz po przyjęciu na szpitalny odział ratunkowy (SOR) okazało się, że system komputerowy w szpitalu padł. W dobie wszędobylskiej informatyzacji lekarz nie może odczytać dyskietki z prześwietleniem wykonanym zaraz po wypadku. Pyta się więc matki, czyli mnie: „Czyli co? Podwójne złamanie piszczelowej i strzałkowej z przemieszczeniem?”. Na co ja: „Specjalistą nie jestem, ale z tego, co włoski lekarz powiedział po angielsku, to chyba tak. No ale wie pan doktor, chyba lepiej byłoby, gdyby pan na to zerknął osobiście”. Na co lekarz: „Ale z przemieszczeniem czy nie? I w którym miejscu? Bo nie wiem, co jest do zoperowania”. „Ja też nie wiem” – mówię. „Dobra, zobaczy się przed operacją” – dodaje chirurg niezrażony.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.