Premier Donald Tusk nie odpowiada stanowczo "nie" na pytanie, czy byłby gotów przenieść się do Brukseli. Szef polskiego rządu jest w grupie kandydatów wymienianych na stanowisko szefa Rady Europejskiej. Decyzję w tej sprawie unijni liderzy mają podjąć 30 sierpnia. Wczorajszy szczyt zakończył się bez uzgodnień.

Szef polskiego rządu mówił na porannej konferencji prasowej w Brukseli, że nie zmienił zdania i woli zająć się polityką krajową. "Dla mnie priorytetem jest Polska. Moja nieobecność dziś mogłaby skomplikować kilka spraw jeszcze bardziej. Tego bym nie chciał" - powiedział premier.

Donald Tusk nie powiedział jednak stanowczo, że nie chce zostać szefem Rady Europejskiej. Dawał wręcz do zrozumienia, że do 30 sierpnia, kiedy unijni liderzy mają spotkać się ponownie, by obsadzić kluczowe stanowiska w Unii, wiele może się zmienić. Przyznał, że woli trzymać w zapasie każdy wariant - "po to, by uzyskać maksimum dla Polski. Im będę bardziej powściągliwy w deklaracjach, tym łatwiej będzie mi prowadzić negocjacje" - dodał premier.

Donald Tusk jest wymieniany w gronie kandydatów na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej wraz z premier Danii oraz byłymi premierami Estonii i Łotwy.

Reklama

Wczoraj natomiast okazało się, że drugi Polak - Radosław Sikorski - nie ma szans na stanowisko szefa unijnej dyplomacji. Francja i Niemcy poinformowały, co wydaje się być zaakceptowane, że to stanowisko przypadnie socjalistce. Główną kandydatką do tej pory była minister spraw zagranicznych Włoch Federica Mogherini. Jednak krajom Europy Środkowo-Wschodniej nie podoba się jej prorosyjskie nastawienie.