Zdecydowana przewaga „króla czekolady” na starcie kampanii prezydenckiej może zaskakiwać. Ciekawe zmagania toczą się także po drugiej, postjanukowyczowskiej stronie barykady
W piątek Centralna Komisja Wyborcza (CWK) Ukrainy zamknęła listy kandydatów w wyborach prezydenckich. W szranki staną 23 osoby. Dość niespodziewanie od samego początku kampanii faworytem jest jeden z nich: oligarcha Petro Poroszenko. Reszta walczy o miejsce na podium, wpływy we własnym obozie politycznym albo zyski finansowe.
Od czasu, gdy lider Ukraińskiej Demokratycznej Unii na rzecz Reform (UDAR) Witalij Kłyczko zrezygnował z kandydowania i przekazał poparcie Poroszence, nie pojawiły się żadne wiarygodne sondaże. Jednak nawet w warunkach, w których Kłyczko wciąż był rozpatrywany w charakterze kandydata, Poroszenko mógł liczyć na 36,2 proc. głosów tych, którzy byli zdecydowani pójść na wybory. To trzykrotnie więcej niż Julia Tymoszenko i najpopularniejszy kandydat z drugiej strony barykady, do niedawna wiceszef Partii Regionów (PR) Serhij Tihipko.