Olimpijska skucha w Moskwie. Podczas podniosłej uroczystości przyjęcia olimpijskiego ognia ... zgasła olimpijska pochodnia.
Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Plac Czerwony lśnił czystością, na trybunach wybrani widzowie, prezydenta Federacji Rosyjskiej Władimira Putina witali sportowcy ze sztandarami.
Szykował się sukce, ale właśnie u bram moskiewskiego Kremla stała się rzecz niespodziewana. Biegnący z pochodnią multimedalista finswimmingu - czyli pływania w płetwach - Szawarsz Karapietian stwierdził, że ogień, który niósł, wygasł. 60-letni były sportowiec biegł dalej, jednocześnie rozpaczliwie szukał pomocy.
Wówczas pojawił się bohater. Żołnierz pilnujący trasy sztafety najspokojniej w świecie podszedł do Karapietiana, wyjął zapalniczkę i odpalił pochodnię. Wszystko skończyło się dobrze, a olimpijski ogień przy pomocy zapalniczki wyruszył w drogę po Rosji, by na końcu znaleźć się w Soczi, gdzie w lutym odbędą się XXII Zimowe Igrzyska Olimpijskie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu