Jak mówi mój przyjaciel: „Przed każdym Węgrem są dwie drogi: albo ta niemożliwa do przejścia, albo alkoholizm” – opowiada były ambasador Węgier Akos Engelmayer.
W jednym z pana tekstów przeczytałam, że chciałby pan być pochowany w Niedzicy, blisko zamku. Spisz jest bowiem tym miejscem w Polsce, które kiedyś było węgierskie, więc ma dla pana, sentymentalnego Węgra, szczególne znaczenie.
To jedyny zamek na terenie historycznych Węgier poza granicami obecnego państwa, którego węgierskość nigdy, nawet w czasach stalinowskich, nie była kwestionowana. To teren dawnej Korony Węgierskiej, a obecnie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, w której mieszkam od 1962 r. W przeszłości Spisz związany był z rodziną ojca, a dla mnie jest małą ojczyzną. I faktycznie miałem kiedyś takie marzenie, ale dziś wiem, że się nie ziści – za daleko i za drogo. Poza tym nawet po śmierci nie chciałbym opuszczać żony Krystyny.
Zaczęłam od ponurego tematu śmierci, bo to ponoć ulubiony przedmiot rozmyślań Węgrów. Podobno między naszymi narodami jest taka różnica, że kiedy Polak idzie przez las i widzi spadające liście, myśli: „O, jaka piękna jesień”. A Węgier się zastanawia, na którym drzewie by tu się powiesić. Taki z was depresyjny naród?
Jest w tym trochę prawdy, że jedną z naszych cech jest pesymizm. I objawia się to choćby w pierwszym miejscu, jakie zajmujemy pod względem samobójstw w Europie. Ten stan rzeczy był już na początku XX w., również na wsiach. Nie wiem, na czym to polega. Mieliśmy kiedyś pomysł z naukowcami Wydziału Etnografii UW, aby to zbadać, ale nie doszło to do skutku. Może ta depresja, ponurość siedzi po prostu w naszych genach.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.