NATO niezależnie od sprzeciwu Rosji podejmuje decyzję o rozmieszczeniu baterii pocisków antyrakietowych Patriot w Turcji. Sojusz sam będzie decydował jak bronić swoich członków - mówił we wtorek szef polskiego MSZ Radosław Sikorski.

"Rosja może mieć swoje stanowisko, ale Sojusz sam będzie decydował o tym jak bronić swoich członków na swoim terytorium w przypadku, gdy ci członkowie, tak jak w przypadku Turcji są narażeni na ostrzał czy na zestrzeliwanie swoich samolotów" - powiedział polskim dziennikarzom Sikorski w Brukseli w przerwie obrad szefów dyplomacji państw NATO.

To, że w ramach artykułu 4 (mówi o zagrożeniu bezpieczeństwa państwa członkowskiego) Traktatu Północnoatlantyckiego, kraje Sojuszu w praktyczny sposób wyrażają swoją solidarność z Turcją, to dobra wiadomość dla państw granicznych NATO takich jak Polska - podkreślił.

Sikorski wypowiadał się już po zakończeniu Rady NATO-Rosja. Zwracał uwagę, że jest ona ważna dla Moskwy, skoro przyjechał na nią szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow, choć dzień wcześniej w Turcji złamał rękę.

Sikorski zwracał uwagę, że mimo różnic zdań m.in. w sprawie Syrii NATO realizuje z Rosją wiele inicjatyw. "Już 50 tys. kontenerów zostało przetransportowanych drogą północną z Afganistanu tranzytem przez Rosję. Razem z Rosją NATO stworzyło system monitoringu przestrzeni powietrznej, współpracujemy przeciwko piractwu i przeciwko szmuglowi narkotyków" - wyliczał.

Przyznał jednocześnie, że nie tylko kwestia Syrii, ale też sprawa Gruzji czy obrony przeciwrakietowej różni NATO i Rosję. Ocenił przy tym, że sama rozmowa o tym i "docieranie" wspólnego stanowiska świadczy o stabilności relacji między partnerami.

Sikorski poinformował, że obie strony podjęły wspólną decyzję, by jeszcze raz na szczeblu eksperckim przyjrzeć się mapom zagrożeń związanych z bronią rakietową.

Odnosząc się do głównego tematu spotkania ministrów spraw zagranicznych państw NATO - czyli Syrii ocenił, że jeśli reżim prezydenta Baszara el-Asada użyje broni chemicznej przeciwko siłom opozycji, to społeczności międzynarodowej trudno będzie powstrzymać się od interwencji.

"Nie zakładam, że reżim syryjski postrada zmysły, ale gdyby użył broni masowego rażenia to wie, że konsekwencje będą bardzo poważne" - stwierdził. "To by było drastyczne pogwałcenie międzynarodowej zasady obowiązku opieki nad własnymi obywatelami. Jak to już było powiedziane, społeczności międzynarodowej trudno byłoby się powstrzymać od interwencji" - dodał Sikorski.

Wcześniej we wtorek sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen także ostrzegał Syrię, że ewentualne użycie przez nią broni chemicznej wywoła "natychmiastową reakcję" wspólnoty międzynarodowej.

Sojusz, jak zapowiedział Rasmussen, powinien zdecydować jeszcze we wtorek o rozmieszczeniu baterii pocisków przeciwlotniczych i przeciwrakietowych Patriot w będącej członkiem NATO Turcji, by chronić ją przed atakiem z Syrii.

Rosja sprzeciwia się rozmieszczeniu rakiet Patriot w Turcji, twierdząc, że spowoduje to eskalację krwawego konfliktu wewnętrznego w Syrii. Ponadto Rosja postrzega rozmieszczenie baterii antyrakietowych w pobliżu swoich granic jako zagrożenie dla swego bezpieczeństwa.

Wystrzelone z Syrii pociski artyleryjskie zabiły dotychczas w Turcji pięć osób. W syryjskim konflikcie, jak utrzymują obrońcy praw człowieka, zginęło już około 40 tysięcy osób.