Premier Donald Tusk zapowiedział w sobotę podczas IV Kongresu Kobiet, że powstanie projekt zmiany przepisów dotyczący budowania list wyborczych tzw. metodą suwakową, która zakłada naprzemienne umieszczanie na nich mężczyzn i kobiet.

"Mam świadomość, że rozmowa o prawach kobiet, o równości płci we wszystkich aspektach, także gospodarczych jest także rozmową o tym, jak wyprowadzić Polskę i Europę z kryzysu. Nie stać nas, aby połowa populacji była tłamszona przez bariery i przepisy czy złe obyczaje" - podkreślił premier, rozpoczynając swoje wystąpienie.

Premier opowiedział się za tym, by listy wyborcze do parlamentu były budowane metodą "suwakową", która polega na tym, że mężczyźni i kobiety są umieszczeni na listach naprzemiennie. "Tak, aby te miejsca biorące (pierwsze miejsca na listach, zwiększające szanse na otrzymanie mandatu-PAP) były nie tylko dla facetów, tak jak to jest w większości partii do tej pory" - podkreślił Tusk.

"Taki projekt przygotujemy, nie mam z tym żadnego problemu" - zapewnił. Obecnie na listach wyborczych musi być minimum 35 proc. kobiet (to rozwiązanie - zastosowane po raz pierwszych w zeszłorocznych wyborach parlamentarnych - zainicjował Kongres Kobiet).

Reklama

PO zaczęła od siebie

Tusk przekonywał, że w swoim środowisku politycznym wprowadził "skuteczne, a nieformalne" kwoty na listach wyborczych. Jego zdaniem powinno być to zastosowane wobec wszystkich.

Reklama

Powiedział, że co do parytetu lub kwot w przypadku spółek publicznych, będą jeszcze rozmowy. Kongres Kobiet domaga się, by w zarządach i radach nadzorczych spółek publicznych było 40 proc. kobiet.

"Pracowaliśmy już wspólnie z paniami z gabinetu cieni (Kongresu Kobiet) nad takim projektem, który ewolucyjnie, co nie znaczy wolno, będzie wprowadzał te nowe zasady w spółkach publicznych i spółkach skarbu państwa" - zaznaczył. Dodał, że chodzi o gwarantowany procent udziału kobiet w zarządach i radach nadzorczych oraz monitorowanie i obowiązek raportowania równości płac w zależności od płci w przypadku większych przedsiębiorstw w Polsce.

"Przez kilka lat, podejrzewam, będziemy musieli w tej sprawie poprzestać na wymuszaniu raportów i szukaniu powodów, dla których ta nierównowaga jest. Ale sądzę, że perspektywa trzech, maksimum pięciu lat wystarczy, by efektem tego monitoringu były - jeśli będzie taka potrzeba - bardziej zdecydowane rozstrzygnięcia" - zaznaczył Tusk.

"Codzienne dramaty przesądziły o podpisaniu Konwencji"

Przypomniał także, że w miniony wtorek Rada Ministrów podjęła decyzję, że konwencja w sprawie zwalczania przemocy wobec kobiet, w tym przemocy w rodzinie, zostanie przez rząd podpisana. Jak zaznaczył, ma świadomość, że podpisanie konwencji to mniej więcej połowa drogi do jej ratyfikacji, ale - dodał - "nic nie zwalnia nas z obowiązku, by po podpisaniu równocześnie nie wprowadzać tych przepisów, które konwencja na nas nakłada". "Bo proces ratyfikacji może jeszcze trochę potrwać, ale niektóre sprawy muszą być rozwiązywane szybciej" - dodał Tusk.

Mówił też o dylematach i wątpliwościach na temat podpisania konwencji wśród ministrów i środowisk kobiecych, z którymi rząd się konsultował. "Ale kiedy zaproponowałem decydujące rozstrzygnięcie, położyłem na szali (...) wątpliwości o charakterze ideologicznym, nie do końca precyzyjne obawy o nadinterpretacje, a na drugiej szali jest codzienna udręka bitych kobiet, złamane życiorysy, sytuacje czasami nie do zniesienia I stwierdziłem, że ta dysproporcja między politycznymi wątpliwościami a codziennym dramatem kobiet w Polsce, każe nam zdecydowanie przeć w stronę realizacji intencji, przesłania i zapisów tej konwencji" - podkreślił premier.

Gwałty powinny być ścigane z urzędu?

Odniósł się także do projektu ustawy o ściganiu gwałtu z urzędu przyznając, że jest to sprawa niezwykle delikatna i bolesna. "Niektóre środowiska, także kobiece podkreślają, że ściganie gwałtu z urzędu może oznaczać niestety dalsze po samym gwałcie upokorzenia dla kobiet ze względu na procedury, czasami brutalność administracji, brak delikatności wymiaru sprawiedliwości" - powiedział Tusk.

"Ale zdecydowaliśmy się i taki projekt jest u marszałek Sejmu, żeby ścigać gwałty z urzędu i równolegle tak pracować nad tą procedurą, nad sposobem postępowania, by zgwałcona kobieta nie była upokarzana, ponownie psychicznie gwałcona w trakcie śledztwa i to również zadanie dla sędziów, prokuratorów, policji, rządu" - zaakcentował szef rządu.

Projekt nowelizacji prawa karnego, który zakłada, że przestępstwo zgwałcenia będzie ścigane z urzędu, a nie na wniosek pokrzywdzonej, złożyli w Sejmie posłowie PO.

Rząd będzie walczył z mową nienawiści

Szef rządu przypomniał też, że w Sejmie po pierwszym czytaniu jest już projekt ustawy w sprawie mowy nienawiści. "Kobiety często są ofiarami przemocy, nie tylko fizycznej, ale także słownej, są często upokarzane. Mowa nienawiści, pogarda bardzo często odnosi się do ludzi nie tylko ze względu na ich rasę, czy przekonania polityczne, ale także ze względu na płeć, czy role społeczne" - podkreślił. "Dlatego wzbogaciliśmy ten projekt ustawy także o ściganie przestępstwa (...) ze względu na mowę nienawiści powstałą wskutek rozróżniania płci" - powiedział Tusk.

Szef rządu podkreślił, że jego zapowiedzi nie wyczerpują wszystkich postulatów Kongresu Kobiet. "Wiele z tych rozstrzygnięć będzie zależało też od naszych możliwości finansowych i za tą wyrozumiałość, z jaką się spotykam podczas pracy z gabinetem cieni, dziękuję" - dodał.

Wśród postulatów IV Kongresu Kobiet znalazły się m.in.: liberalizacja ustawy antyaborcyjnej, zapewnienie instytucjonalnej opieki dla małych dzieci, wprowadzenie parytetu i systemu przemienności płci na listach wyborczych oraz kwot we władzach spółek publicznych, refundacja zapłodnienia in vitro, bezpłatna antykoncepcja, edukacja seksualnej w szkołach, stworzenie i finansowanie sieci wiejskich centrów edukacyjno-kulturalnych, szybka ratyfikacja Konwencji Rady Europy w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej.